Patrol na rzece

Adam Śliwa

publikacja 13.02.2020 09:24

W łodziach, na quadach, a nawet… poduszkowcu dbają o bezpieczeństwo w mieście.

Wrocław ma bardzo rozbudowany system kanałów, a w sezonie panuje tu spory ruch Wrocław ma bardzo rozbudowany system kanałów, a w sezonie panuje tu spory ruch
Roman Koszowski /Foto Gość

Mówisz „Wrocław” i myślisz: ogród zoologiczny, Panorama Racławicka, piękna starówka i… krasnoludki. Do tego dodać trzeba jeszcze liczne wyspy, imponujące mosty i kanały Odry przecinające miasto. Niemal jak w Wenecji. W sezonie roi się tu od kajakarzy i ludzi spędzających czas na miejskich plażach. Nad wszystkim czuwa specjalna jednostka policji – Komisariat Wodny, jeden z pięciu takich w kraju.

Znaki na wodzie

Ryk silnika i łódź z mocą 200 koni podnosi dziób. Trzeba się mocno trzymać, żeby nie wylądować z tyłu. Przed nami w blasku słońca wysokie wieże wrocławskiej katedry. Mijane mosty i nabrzeża z wodnej perspektywy wyglądają inaczej. Dziś jest spokojnie. Duży wycieczkowy statek stoi uśpiony przy brzegu. Latem Odra we Wrocławiu żyje intensywniej. – Cztery wypożyczalnie sprzętu pływającego, statki wycieczkowe, barki spławiane do Holandii i wypełnione węglem – wymienia starszy aspirant Krzysztof Senk. – Do tego sporo ludzi na miejskich plażach. Wrocławskie drogi wodne są tak atrakcyjne, że przyjeżdżają tu ludzie z całej Polski. Policjanci mają pełne ręce roboty. A to nierozważny kajakarz porusza się środkiem rzeki, a to ktoś płynie ze słuchawkami na uszach, a za nim wielki statek wycieczkowy na próżno wyje syreną, aby mu ustąpił drogi – uśmiechają się funkcjonariusze. Na rzekach, podobnie jak na drogach, też są znaki i obowiązują przepisy. Patrole na łodziach kontrolują trzeźwość pływających i pomagają, gdy ktoś nieostrożny wpadnie do wody. – Tu jest całkowity zakaz pływania – starszy posterunkowy Filip Kędzia wskazuje miejską elektrownię wodną. – Prąd z turbin jest tak silny, że przyciąga kajaki – tłumaczy. – Policjanci kilka razy musieli stąd wyciągać nieodpowiedzialnych turystów.

Na quadach

Przyśpieszamy. Przed dziobem łodzi majestatycznie startują dwa duże łabędzie. W kabinie wzrok przyciąga kolorowy ekran ze zmieniającymi się cyframi. – To sonar, pokazujący nam dno i głębokość rzeki – wyjaśnia policjant. – Dzięki niemu wiadomo, gdzie dla łodzi może być za płytko i co czeka nurka, gdy wskoczy do wody. Komisariat Wodny pracuje nie tylko na wodzie, ale i w terenach przybrzeżnych. Odra ma bardzo dużo śluz, dlatego w niektóre miejsca lepiej podjechać autem terenowym i zrzucić łódź do wody. Wrocławska jednostka ma dwa nowoczesne masywne quady z wyciągarkami. Potrafią wjechać dosłownie wszędzie. Policjanci wykorzystują je do poszukiwania zaginionych osób, a w sezonie świątecznym jeżdżą po terenach leśnych, sprawdzając, czy ktoś nie kradnie choinek ze szkółek. Zimą trzeba też uważać na wędkarzy i dzieci wchodzące na niebezpieczny lód. Do takich akcji świetnie nadaje się poduszkowiec.

Z psem tropiącym

Do pomocy w poszukiwaniach i akcjach ratowniczych policjanci z Wrocławia mają też świetnie wyszkolone psy. Jeden z owczarków potrafi wyciągnąć z wody tonącą osobę. Na razie funkcjonariuszom brakuje tylko skuterów wodnych. Ale już niedługo dzięki nim szybciej dotrą do miejsc, gdzie łodzią nie daliby rady. Poza tym ich niska sylwetka pozwoli łatwiej prześlizgnąć się pod niskimi wrocławskimi mostami, nawet przy wysokim poziomie wody. Niedługo w Komisariacie Wodnym pojawi się sekcja policyjnych płetwonurków, którzy będą umieli prowadzić oględziny miejsca wypadku czy przestępstwa już pod wodą. Co zrobić, żeby zostać policjantem wodnym? Trzeba zakwalifikować się i uczestniczyć w specjalnym szkoleniu na Mazurach, mieć uprawnienia ratownika i stermotorzysty, czyli zawodowe patenty do prowadzenia łodzi służbowych. Wrocławianie lubią wodnych policjantów. Wprawdzie czasem muszą ukarać mandatem, upomnieć, ale kiedy trzeba, wyłowią piłkę, która rozbawionym plażowiczom wpadła do wody.