Piszę do biskupa w bardzo nietypowej sprawie…

Joanna Juroszek

|

MGN 04/2019

publikacja 12.05.2019 22:45

Ministrantem jest dopiero dwa lata, a już szykuje się na animatora. Zbiera relikwie i koresponduje z biskupami. A do niedawna omijał… kościół.

Marcin przynosi relikwie do kościoła,  w dniu wspomnienia danego świętego Marcin przynosi relikwie do kościoła, w dniu wspomnienia danego świętego
Henryk Przondziono /Foto Gość

Czternastoletni Marcin Długajczyk ubrany w ministrancką albę pokazuje segregator przepełniony listami biskupów. Wśród nich jeden z pieczątką Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. A w kościele czeka na nas stolik z relikwiami świętych i błogosławionych. Na razie Marcin ma ich blisko 30. Spotykamy się w zakrystii jego rodzinnej parafii Chrystusa Króla w Lędzinach-Hołdunowie w archidiecezji katowickiej.

Niezapomniana spowiedź

Od czasu Pierwszej Komunii przez wiele lat do kościoła chodził tylko wtedy, kiedy trzeba było. – Pewnego razu przed świętami Bożego Narodzenia pani katechetka zaczęła mówić o spowiedzi – wspomina Marcin. – Wtedy coś się we mnie zapaliło. Postanowiłem pójść do spowiedzi. Choć mieszkam przy samym kościele, to ponad rok nie byłem ani na Mszy św. ani u spowiedzi. Można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczęło! – Najpierw chodziłem do kościoła w niedziele, potem – w tygodniu. Bywało, że codziennie, a nawet dwa razy w ciągu dnia byłem na Mszy św. – przyznaje. Po pewnym czasie Marcina zauważył w kościele wikary, ks. Grzegorz Kwiecień, i zaproponował, żeby został ministrantem. – Tydzień później przyszedłem na zbiórkę. Pamiętam to dokładnie. To było 18 maja 2017 r., czyli w 97. urodziny Jana Pawła II. Pamiętam nawet godzinę: 18.15 – wspomina ze szczegółami. Papieża Polaka wybrał jako swojego szczególnego patrona. Relikwie świętego przesłał mu kard. Stanisław Dziwisz z Krakowa.

Listy do biskupów

W styczniu ubiegłego roku Marcin wpadł na niecodzienny pomysł. Do biskupa pomocniczego archidiecezji katowickiej Marka Szkudło wysłał list, w którym opisał swoją historię życia. W liście przesłał też dwa różańce. Jeden, zrobiony własnoręcznie, jako prezent, a drugi – z prośbą, żeby go biskup pobłogosławił. – Nikomu nie powiedziałem, że wysłałem ten list, nawet rodzicom – opowiada. – I kiedy jakieś dwa tygodnie później przyszła odpowiedź, wszyscy byli bardzo zaskoczeni – uśmiecha się. Zdumiony był też Marcin. Ale odpowiedź biskupa zachęciła go do kolejnych listów. Adresy biskupów łatwo znaleźć na stronie Konferencji Episkopatu Polski. Niektórzy biskupi odpisują ręcznie, inni na komputerze. Jeden z nich napisał list na maszynie do pisania! Duchowni przesyłają Marcinowi pozdrowienia, obrazki, życzenia świąteczne. Czasem życzą, żeby został księdzem tak jak oni. Z niektórymi korespondencja trwa dłużej. Pięć listów na przykład Marcin otrzymał od kard. Dziwisza. – Teraz właśnie czekam na jego kolejną odpowiedź – zdradza.

Biret, piuski i relikwie

Ale na listach się nie skończyło. Marcin prosił też o pamiątki. I dostał. Od biskupa Antoniego Długosza – biret, a od biskupów Stanisława Stefanka, Stanisława Napierały i Juliana Wojtkowskiego – piuski. Od dłuższego czasu ministrant poluje też na mitrę i pas. – Ten list jest dla mnie bardzo ważny – Marcin pokazuje kartkę papieru z podpisem bp. Jana Zająca, biskupa seniora archidiecezji krakowskiej. Do listu dołączone były obrazki. Jeden z nich przedstawia Helenę Kmieć, wolontariuszkę zamordowaną w Boliwii, z którą biskup był spokrewniony. 80-letni biskup senior diecezji drohiczyńskiej Antoni Dydycz list do Marcina napisał na maszynie. Do listu dołączył zabawne życzenia imieninowe: „Na Marcina zaczyna się zima, na Marcina smakuje gęsina, a w Poznaniu są znane bułeczki – marcinki. Mając to na względzie, życzę panu: smacznego”. Do koperty kapłan włożył też relikwie św. Leopolda i różaniec na palec.

Dużo łatwiej z Jezusem

Szczególny dla Marcina list przesłał abp Wacław Depo z Częstochowy. – Z tym listem wiąże się bardzo ważna dla mnie historia – wspomina ministrant. – Posłałem biskupowi list jakieś 2, 3 tygodnie przed ustanowieniem kandydatów na animatorów ministranckich. I jakoś wtedy też przyszła mi ochota, by pojechać na Jasną Górę. Dzień, w którym zostałem kandydatem na animatora, bardzo mocno przeżyłem. Byłem niesamowicie zmęczony, ale wieczorem wybrałem się jeszcze… na Jasną Górę. Przez zakrystię wszedłem do kaplicy. Na Apelu byłem praktycznie przed samym ołtarzem. Był też abp Depo. Udało mi się z nim porozmawiać. Przedstawiłem się, powiedziałem o swojej ministranckiej przygodzie i o tym, że chciałem za nią podziękować Maryi… Wtedy ksiądz arcybiskup powiedział: „Ty chyba ostatnio pisałeś do mnie list?”. Byłem bardzo zdziwiony, że mnie zapamiętał! Oprócz listów do biskupów Marcin wysyłał też listy do sanktuariów. Stamtąd otrzymał relikwie świętych i błogosławionych. Dziś ma ich ok. 30. Pierwsze, jakie dostał, to relikwie męczenników z Peru, niedawno beatyfikowanych polskich franciszkanów – o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka. Ostatnio ministrantem został kolega z ławki Marcina. – Mówię mu: „Muszę cię nauczyć, żebyś wszystko wiedział” – opowiada. – Przez dwa dni po godzinie siedziałem z nim w kościele i wszystko tłumaczyłem. Chciałbym, żeby wszyscy przekonali się, że życie z Panem Jezusem jest dużo lepsze – dodaje. – Że można Mu powierzyć swoje problemy, a On je rozwiązuje.