Trzecia ręka Marcina

Rozmawiał Piotr Sacha

dodane 14.02.2019 14:39

W grudniu wygrał włoski talent show „Tu Si Que Vales”. Trzy lata wcześniej zwyciężył w programie „Must Be The Music”. Okrzyknięto go geniuszem gitary. – Nie jestem geniuszem! – protestuje Marcin Patrzałek. – Mam tylko talent i sporo ćwiczę – wyjaśnia.

– Ważniejsze są umiejętności gitarzysty niż sama gitara  – uważa 18-letni  Marcin Patrzałek – Ważniejsze są umiejętności gitarzysty niż sama gitara – uważa 18-letni Marcin Patrzałek
archiwum prywatne Marcina Patrzałka

Mały Gość: Come stai?

Marcin Patrzałek: Bene, grazie mille! I może tyle wystarczy po włosku. (śmiech) W szkole uczę się włoskiego jako trzeciego języka, ale moje słownictwo jest jeszcze dosyć ograniczone.

Chodzisz do szkoły sióstr nazaretanek.

Do Zespołu Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej w Kielcach. To pełna nazwa. Ale można powiedzieć krócej, że chodzę do Nazaretu. W ostatnim czasie miałem sporo nieobecności w związku z występami we Włoszech, w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Na szczęście siostry są bardzo wyrozumiałe. Nadrabiam wszystkie szkolne zaległości.

Czy w Nazarecie już każdy gra na gitarze?

(śmiech) Jeszcze nie każdy.

A ktoś poprosił Cię o lekcje gry?

Tak. To było na starcie liceum. Podszedł do mnie chłopak, wtedy go jeszcze nie znałem, a dziś to mój dobry kolega. „Widziałem cię w internecie. Nauczysz mnie grać?” – rzucił. Miałem 16 lat, nie wyobrażałem sobie, że mogę być nauczycielem. Ale się zgodziłem. Przybliżyłem mu moje techniki gry. Po roku ćwiczeń kolega z powodzeniem wystąpił w Talencie Świętokrzyskim. Byłem dumny.

A jakie były Twoje początki z gitarą?

Miałem 10 lat. Trwały wakacje. Rodzice wpadli na pomysł, że powinienem znaleźć sobie jakieś zajęcie. I tak, trochę z przypadku, pojawiłem się na zajęciach z gitary klasycznej u pana Jerzego Pikora. Przyznam, że byłem raczej... niechętny. Ale już od pierwszej lekcji zaprzyjaźniłem się z gitarą. Pamiętam to nieco dziwne uczucie, jakbym znał gitarę od dawna. Od tamtej pory granie w naturalny sposób wypełniało mój każdy dzień. No i zawsze mogłem liczyć na wsparcie taty, który też gra na gitarze.

Tata nie musiał Cię gonić do ćwiczeń?

Nieee. Po prostu brałem w wolnej chwili gitarę i grałem. Nigdy nie miałem grafiku, kiedy i ile mam ćwiczyć.

I tak gitara stała się Twoją trzecią ręką...

(śmiech) Można tak powiedzieć. Zresztą, jak twierdzą rodzice, od dziecka interesowałem się dźwiękami. Na przykład naśladowałem różne dźwięki w kreskówkach. Zwłaszcza głosy bajkowych postaci. A moja ulubiona zabawa wyglądała tak: siadałem na podłodze, poruszałem figurkami czy samochodzikami i wyobrażałem sobie dźwięki, jakie wydają. Mama mówi, że był to dość dziwny widok. Dziecko bawiące się w kompletnym milczeniu... A teraz gitara jest moim sposobem wyrażania siebie...

Ile masz w domu gitar?

Na trzech gram codziennie. Ale w sumie mam... (po dłuższym zastanowieniu) dziesięć gitar.

Mają własne imiona? Podobno niektórzy gitarzyści nadają imiona swoim gitarom.

Słyszałem o tym. Ale moje nie mają imion. Myślę, że ważniejsze są umiejętności gitarzysty niż sama gitara.

A jak zdobyć te umiejętności?

Nie ma jednej recepty. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć i… słuchać, słuchać, słuchać... Oczywiście muzyki. Jak również dobrych rad. Można samemu rozwinąć skrzydła. Ale to potwornie trudne. Dlatego nauczyciel gry będzie bardzo pomocny. Według mnie warto rozpocząć naukę gry na gitarze od muzyki klasycznej. Bo wszystkie techniki pochodzą od klasyki. Nawet się bardzo ładnie zrymowało. (śmiech)

Muzykujecie w rodzinie?

Sporo rozmawiamy o muzyce. Dzielimy się gitarowymi pomysłami. Tata gra na gitarze, dziadek kiedyś grał na gitarze w zespole jazzowym. Dziadek pokazuje mi jakimi sposobami uczył się utworów. Ja pokazuję mu swoje. Zdarza się razem pograć. Choć jeszcze nie na scenie.

A kiedy nie grasz na gitarze, to...

Każdą chwilę staram się wypełniać muzyką. Słucham jej właściwie o każdej porze dnia... No, może tylko nie w czasie lekcji w szkole. (śmiech) Od niedawna w wolnych chwilach lubię też grać w szachy. I jak każdy chłopak oglądać filmiki w internecie, pisać ze znajomymi.

Twoją autorską aranżację V Sym-fonii Beethovena obejrzało na YouTube ponad 700 tys. osób...

A na Facebooku aż 15 milionów. To niesamowite! Wideo z tym utworem opublikowało największe radio z muzyką klasyczną na świecie. Stąd tylu słuchaczy. Wielu z nich to bardzo młodzi ludzie. Bardzo się cieszę, że mogę przybliżyć im klasykę.

Podobno wygrane w konkursach pomogą Ci spełnić marzenie.

(śmiech) Tak. A raczej osiągnąć cel, który kilka lat temu sobie postawiłem. W maju zdaję maturę. Chciałbym kontynuować naukę w Berklee College of Music w Bostonie. To najlepsza szkoła na świecie, jeśli chodzi o muzykę współczesną. Utrzymanie w Stanach Zjednoczonych bardzo dużo kosztuje. Nagroda na pewno mi w tym pomoże.

Tagi: