publikacja 14.02.2019 14:36
Nie mów swojemu Bogu, że masz wielki problem. Odwrotnie – powiedz swojemu problemowi, że masz wielkiego Boga. To działa!
Tak napisała jedna z byłych czytelniczek „Małego Gościa”, która kiedyś często pisywała o swoich problemach do Izy Paszkowskiej. Pani Iza od wielu lat odpowiadała na listy naszych czytelników, kiedyś – w rubryce nazywanej „Darmowe korepetycje”, a ostatnio w „Kochanych problemach”. Każdego traktowała z taką sama uwagą, każdemu odpowiadała jak kochająca mama. Żadnego listu nie zostawiała bez odpowiedzi. Kto pisał do pani Izy w ostatnim czasie, zauważył pewnie, że coś jest nie tak. Iza odpowiadała zawsze, każdemu i od razu. Tym razem tak nie było. Wiadomości pozostawały bez odpowiedzi. Dlaczego? Bo pani Iza jest bardzo chora. „Kiedy tylko wrócą mi siły, od razu siadam do laptopa…” – tak kończy niemal każdą rozmowę ze mną. Wśród listów, które otrzymywała Iza, od pewnego czasu były też takie, które pisali byli czytelnicy. Ci, którzy kiedyś szukali u niej pomocy w rozwiązywaniu swoich nastoletnich problemów. Dzisiaj to już dorośli ludzie, studiujący, pracujący. Niektórzy nawet założyli rodziny. Wiem od Izy, że nie zawsze było łatwo, że jej odpowiedzi nie zawsze podobały się pytającym, że czasem był bunt i sprzeciw. Tak jak w domu, kiedy rodzice zwracają uwagę, na coś nie pozwalają, gdy widzą problem inaczej niż ich dziecko. Przeczytajcie te listy. One pokazują, że warto posłuchać dorosłych. Że kiedy miną emocje, dobrze przemyśleć usłyszane słowa i iść za radą bardziej doświadczonych. I na koniec prośba. Właściwie wyręczyła mnie jedna z byłych czytelniczek, która swój list zakończyła słowami: „Myślę, że jesteśmy Pani wiele winni. Obiecuję odwdzięczyć się zdrowaśkami”. O to i ja Was proszę.