Superwrak

Adam Śliwa

|

MGN 01/2019

dodane 14.02.2019 14:44

Zatonął 90 lat temu na jeziorze podczas burzy. Na dno zabrał 16 osób, stado krów i pięknego chevroleta.

Statek  jest we wspaniałym stanie  jak na to, że leżał na dnie  przez 90 lat. Statek jest we wspaniałym stanie jak na to, że leżał na dnie przez 90 lat.
Ken Merryman

Pod koniec listopada u wybrzeży wyspy Griffith w Krainie Wielkich Jezior Północnoamerykańskich, na głębokości 60 metrów nurkowie odnaleźli pięknie zachowany kanadyjski wrak parowca Manasoo. Specjalnie dla „Małego Gościa” opowiedział o tym Ken Merryman, jeden z nurków odkrywców.

Nietknięty

– Szukaliśmy wraku 2 lata, przeczesując jezioro – zaczyna opowieść Ken Merryman. – To, co zobaczyliśmy pod wodą, było warte każdego wysiłku. Gdy pierwszy raz zanurkowałem i moim oczom zaczęła ukazywać się prawie nietknięta sterówka statku ze stojącym kołem sterowym, nie mogłem złapać tchu. Potem było jeszcze lepiej. Znalezienie takiego statku było dla mnie jak zobaczenie farmy moich pradziadków, nietkniętej przez 90 lat – opowiada. – Aby zrozumieć, jak wyjątkowe to znalezisko, warto dodać, że na dnie Wielkich Jezior leży około 7 tys. wraków. Większość zupełnie zniknęła, a z tysiąca odnalezionych tylko pięć ma zachowaną sterówkę, a trzy mają na pokładzie samochód. Nigdy wcześniej nie widziałem statku, który by miał wciąż wiszący na ścianie zegar okrętowy. A w Manasoo tak właśnie jest. To faktycznie kapsuła czasu, choć w przeciwieństwie do kapsuły, na statku ludzie pracowali, żyli i podróżowali nim prawie wiek temu. W Krainie Wielkich Jezior wciąż żyją osoby, które snują opowieści o podróżach tymi parowcami, o członkach rodziny, którzy zginęli albo uratowali się z tonącego statku. Dzięki temu w głębinach, na pokładzie Manasoo, panuje niezwykła atmosfera – relacjonuje nurek.

Burza

We wtorek 11 września 1928 roku S/s Manasoo, pod wodzą kapitana Johna Rossa McKaya, przygotowywał się do rejsu. Sezon się skończył, więc pasażerów nie było wielu. Dwóch doświadczonych mechaników doglądało silników, a sternik, choć miał dopiero 26 lat, od pięciu już lat pływał na statkach. Cały pokład był wypełniony... krowami. 116 krów za ponad 5 tys. dolarów kupił od okolicznych farmerów Donald Wallace i postanowił przewieźć je statkiem. Na końcu na statek załadowano jego nowiutki samochód marki Chevrolet. Cały ładunek ważył 60 ton. Rejs przebiegał spokojnie. 14 września wieczorem parowiec wyruszył na ostatni odcinek trasy. Pan Wallace i jego przyjaciel Thomas Lambert obserwowali taflę jeziora. Rano powinni dotrzeć do Owen Sound. Donald i Thomas zjedli kolację i wrócili do swoich kajut. Szykowali się do snu. Po północy zerwał się potężny wiatr. Obudziła ich woda wdzierająca się do środka. Zerwali się na równe nogi i wybiegli na korytarz. Jeden z marynarzy krzyczał: „Mój Boże, mój Boże!”. Obaj przyjaciele po stalowej drabince weszli na pokład. Wallace, bojąc się, że rozgrzane kotły statku mogą eksplodować, wskoczył do wody. Swojego przyjaciela już nigdy nie zobaczył. Statek przechylał się coraz bardziej, aż w końcu zniknął w czarnym jeziorze.

Pechowiec

Na tafli jeziora pozostała tylko tratwa ratunkowa, na którą nerwowo wdrapywali się rozbitkowie. Było ich tylko sześciu: kapitan, czterech marynarzy i jedyny pasażer – Donald Wallace. Przez trzy dni dryfowali po jeziorze, czekając na pomoc. W nocy marzli, w dzień paliło ich słońce. Jeden z rozbitków nie dożył dnia, w którym przybyła pomoc. W sumie zginęło 16 osób. Tajemnica Manasoo przez 90 lat czekała na swojego odkrywcę. Stalowy parowiec S/s Macassa po raz pierwszy wypłynął ze stoczni William Hamilton & Co. w Glasgow w Szkocji w 1888 roku. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Wąska, zgrabna jednostka napędzana dwiema śrubami obracanymi dzięki parze z kotła opalanego węglem. Do Kanady trafił jako elegancki prom wycieczkowy, gdzie służył do 1904 roku, kiedy to na jeziorze pojawił się większy i szybszy konkurent. Wtedy właściciele Macassy postanowili statek powiększyć. Parowiec dostał dodatkowe kajuty, które zaburzyły jego oryginalne proporcje. W 1928 roku nowy armator przebudował go na potrzeby nocnych rejsów. Wtedy zmieniono mu nazwę na S/s Manasoo. Przesądni marynarze mówią, że taki ruch przynosi pecha.

Tagi: