Obdarowani

Piotr Sacha

|

MGN 09/2018

dodane 22.11.2018 10:29

10 miesięcy na morzach i oceanach. 22 porty w 18 krajach. Tysiąc młodych żeglarzy. Dar Młodzieży płynie dookoła świata.

Dar Młodzieży płynie dookoła świata pod polską banderą Dar Młodzieży płynie dookoła świata pod polską banderą
piotr sacha

Aby obwieścić czas, marynarz pociąga sznur dzwonu... Mówiąc językiem żeglarskim – wybija szklanki. Jest ósma rano. Cztery szklanki to osiem uderzeń. W górę wędruje polska bandera. Dumnie powiewa nad Oceanem Atlantyckim. Do pracy wkracza drużyna trzecia... Mówiąc językiem żeglarskim – trzecia wachta. Wszyscy wypatrują lądu. Za kilka godzin żaglowiec z Gdyni zawinie do portu w Kapsztadzie, w Republice Południowej Afryki.

Park linowy na oceanie

Dar Młodzieży od maja 2018 r. do marca 2019 r. płynie w rejsie dookoła świata (na stronie 14 mapka z trasą). Powodem jest setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Port w Kapsztadzie to dziewiąty przystanek. Na pokład wchodzi „Mały Gość”. Tomkowi Wojtasowi z Krakowa mija ostatni dzień na statku. – Wracam do domu po 37 dniach żeglowania – opowiada. – Wspinaczka na maszt to największa przygoda – ocenia. – Wchodzisz po stalowych linach, wantach, jak po drabinie. Aż na sam szczyt. Prawie 50 metrów w górę! Im jesteś wyżej, tym mocniej czujesz, jak buja. – Linki, na których stoimy tam wysoko, mają grubość kciuka – dodaje Honorata Sierocka, studentka z Białegostoku. – To taki wielki park linowy – żartuje Tomek Marulewski. – Kiedy oficer ogłasza alarm do żagli, adrenalina rośnie – stwierdza Zuzanna Roś. – Czasem taki alarm zdarza się cztery razy dziennie – mówi Zuza. – Zbieramy się przy masztach... Każda wachta odpowiada za jeden maszt – wyjaśnia. – Wreszcie stawiamy żagle. Albo obracamy reje pod odpowiednim kątem do wiatru.

Żagiel na pamiątkę

– O 6.30 budzi nas bosmański drugiej wachty – opowiada Jan Rybojad. – O 6.45 zaczyna się rozgrzewka. Później śniadanie, poranna toaleta. O ósmej zaczynam wachtę, która trwa do dwunastej w południe. Kolejna wachta czeka mnie od ósmej wieczorem do północy – mówi Janek. – Wykonujemy różne prace. Czasem bardzo... przyziemne, jak szorowanie pokładu – uśmiecha się student. Płynąc z Senegalu do RPA, ekipa rejsu wymieniła wszystkie żagle. – Musieliśmy wspiąć się wysoko, odpruć stary i wciągnąć nowy, bielutki żagiel. I malowaliśmy maszty – wspomina Ola Cygnarowicz. – Kawałeczek żagla zabieram do domu, na pamiątkę z rejsu – stwierdza Honorata. Ola i Honorata poznały się podczas żeglarskiego szkolenia, niedługo przed wypłynięciem. Razem pracowały w wachcie drugiej (codziennie pobudka przed czwartą), spały w jednym kubryku, czyli 10-osobowym pokoju pod pokładem. – Zżyłyśmy się baaardzo – uśmiecha się Honorata.

Żegnajcie, marzenia ze snów

Ola, z którą rozmawiam pod pokładem, na tak zwanym placu Kaszubskim, pokazuje mi trzy gitary z podpisami uczestników. – Zrobiliśmy na nie zrzutkę – opowiada. – Po powrocie do Gdyni być może oddamy je na licytację. Na szczytny cel – dodaje Ola. Wieczorem z gitar płyną szanty. – Powstał nawet specjalny śpiewnik – mówi Honorata. „Żegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny. Żegnajcie nam dziś, marzenia ze snów. Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów” – śpiewają uczniowie i studenci. – Dla nas rejs kończy się w Kapsztadzie. Kolejna grupa popłynie do Singapuru – wyjaśniają. W Rejsie Niepodległości popłynie w sumie blisko tysiąc młodych żeglarzy. Studenci Akademii Morskiej w Gdyni, uczniowie szkół morskich i laureaci konkursu z całej Polski. Na pokładzie jest też kapłan. Codziennie wieczorem o 20.15 jest Msza św. dla chętnych, a wcześniej, punkt 15.00, Koronka do Miłosierdzia Bożego. O 16.00 Różaniec. – Dla niektórych Eucharystia była ważnym punktem. Ja na przykład nie opuściłam Mszy od dwudziestu dni – uśmiecha się Julia Kasenko, studentka Akademii Morskiej, numer okrętowy 87. – Każdy praktykant otrzymuje własny numer – tłumaczy Julka.

Martwa fala

Darem Młodzieży dowodzi komendant. Stoi na mostku kapitańskim. – Pogoda może zaskoczyć żeglarza? – pytam. – Co godzinę odczytujemy prognozę pogody. Raczej wiemy, czego się spodziewać – wyjaśnia kapitan Ireneusz Lewandowski. Hasło „martwa fala” wraca jak bumerang w rozmowach z kolejnymi studentami. – Ta fala istnieje długo po ustaniu wiatru, który ją wywołał – tłumaczy Mateusz Maląg. – Wówczas mocno buja. Horyzont wysoko, horyzont nisko... Wysoko, nisko... I tak cały dzień. A nocą widzisz na niebie latające gwiazdy – opowiada Mateusz. Marysia Dydycz ma dopiero 19 lat, a na morzach i oceanach przebyła już 30 tys. mil morskich. Dwa razy opłynęła przylądek Horn. – Zaczęłam żeglować na Mazurach jako ośmiolatka – opowiada. – Dar Młodzieży to mój siódmy żaglowiec. Niedługo wpłyniemy na Ocean Indyjski. Nareszcie będę mogła powiedzieć, że pływałam na wszystkich oceanach – cieszy się żeglarka.

Morskie imię

„Dzień 24. przejdzie do historii rejsu jako dzień czterech alarmów do żagli. Kiedy rano na zajęciach z radarów obserwowaliśmy Wyspę św. Heleny...” – notował w swoim dzienniku podróży Janek Rybojad. – Każdego dnia, o godz. 22, zapisywałem też pozycje naszego statku – mówi i otwiera swój notes w miejscu, gdzie zapisał relację ze chrztu równikowego. Gdy ktoś pierwszy raz w życiu przekracza równik, musi go przejść. – Czekało nas parę zadań – wspomina student. – Na przykład „rekin”, czyli czołganie się w tubie, gdy z obu stron pryska słona woda. Na koniec każdy otrzymuje morskie imię. – Maskonur – przedstawia się Jan Rybojad. – To ptak żywiący się rybami... – wyjaśnia. – Pasuje do mojego nazwiska – dodaje. Jacek Wójtowicz przypomina sobie, jak któregoś dnia... – Wokół naszego żaglowca zrobił rundkę inny statek. Okazało się, że tak nas pozdrowił – wspomina Jacek.

Jeden z czterystu

16 sierpnia na pokład w Kapsztadzie weszła nowa grupa laureatów konkursu na rejs Darem Młodzieży. Niektórzy płynęli już wcześniej dookoła Europy w „Szkole pod Żaglami”. Inni żeglowali tylko po jeziorze albo wcale. Aby wziąć udział w rejsie, należało pstryknąć zdjęcie swojej małej ojczyzny. – Na zdjęciu widać, jak skaczę na tle białostockiego krajobrazu – opowiada Daria Wasilewska. – Ja pokazałam zachód słońca z mojej ukochanej Matysówki – rzuca Natalia Strzępka. Autorzy najlepszych fotografii znaleźli się w drugim etapie konkursu. – Test wiedzy z historii Polski i żeglarstwa. I jeszcze tematyka morza w Biblii – wyliczają laureatki, które znalazły się w gronie 400 zwycięzców. – W gimnazjum trafiłam do Skautów Europy. To był bodziec do dalszego poszukiwania przygód – śmieje się Daria, dziś studentka medycyny. – Boję się tylko choroby morskiej – przyznaje. – Zaopatrzyłam się w imbir i kisiel. Podobno to pomaga – uśmiecha się Daria. Jutro wypłynie na ocean. Natalia wyjmuje z plecaka książkę. – Ma 815 stron. W sam raz na długi rejs – śmieje się. Obie studentki nie mogą się doczekać Światowych Dni Młodzieży w Panamie i spotkania z papieżem Franciszkiem. Tam również dotrze Dar Młodzieży.

Tagi: