Pieniądze w ścianie

Adam Śliwa Adam Śliwa

|

MGN 09/2017

publikacja 14.12.2017 11:27

Do szafki z ekranem podchodzi człowiek. W niewielki otwór wsuwa kartę. Karta znika. Na czterech klawiszach człowiek wystukuje cyfry, piątym potwierdza. Z szafki wysuwa się karta, chwilę później… pieniądze.

Pieniądze w ścianie Lech Gawuc /east news/ Marcin Bielecki /pap/ Włodzimierz Wasyluk /east news

Bankomat – bo o tej „szafce” mowa – nie daje pieniędzy w prezencie. Jest on trochę jak skarbonka. Można z niego wyjąć tyle, ile najpierw człowiek tam włożył, zarobił, ile przelano na jego konto. Największą zaletą bankomatów jest to, że pieniądze można z niego wyciągnąć wszędzie. Nie trzeba nosić gotówki przy sobie. W Polsce jest ponad 23 tysiące takich maszyn. Pierwszy bankomat na karty magnetyczne pojawił się w 1969 roku. Wymyślił go Don Wetzel. Zniecierpliwiony długim staniem w kolejce do okienka w banku, postanowił stworzyć kasjera automatycznego. Wcześniej powstawały podobne urządzenia, ale żeby z nich skorzystać, najpierw w banku trzeba było kupić specjalną tekturową kartę. Po wypłacie pieniędzy bankomat kartę zatrzymywał. W Polsce pierwszy bankomat stanął w Warszawie przy ul. Czackiego w 1991 roku. Dzisiaj w niektórych bankomatach nie trzeba nawet podawać kodu PIN. Wystarczy przyłożyć palec, a system analizuje układ naczyń krwionośnych, który – jak odcisk palca – jest inny u każdego. Takie czytniki nazywają się biometrycznymi.