Słucham i próbuję zrozumieć

Rozmawiał Piotr Sacha

dodane 11.02.2016 11:45

Listy odbiera codziennie. Wszystkie czyta, a raczej… wsłuchuje się w powierzone problemy. Zawsze odpowiada. W nowym numerze "Małego Gościa" rozmowa z Izą Paszkowską.

Słucham i próbuję zrozumieć Iza Paszkowska od prawie 18 lat udziela rad na łamach "Małego Gościa" Henryk Przondziono /Foto Gość

Mały Gość: Ile listów miesięcznie „ogarnia” Iza Paszkowska?

Iza Paszkowska: Zwykle dostaję od 400 do 600 listów miesięcznie. Ale zdarza się, że przychodzi ich nawet 700.

Na wszystkie odpowiadasz?

Tak! Odpowiadam codziennie, zwykle wieczorem. Nieraz list kończy się prośbą, bym na-tych-miast odpowiedziała. Wtedy odpisuję od razu.

A później pytania i Twoje odpowiedzi wpadają na stronę www.malygosc.pl?

Nie wszystkie. Niektóre osoby proszą o dyskrecję. A dyskrecja u mnie zapewniona! Zaledwie kilka listów pojawia się w „Małym Gościu” w rubryce „Kochane problemy”. Tam też nie podaję imienia nadawcy.

A pamiętasz pierwszy list, ten sprzed blisko 18 lat?

To już 18 lat…? (śmiech) Na początku listy przychodziły tylko pocztą tradycyjną. Pani sekretarka pakowała je w redakcji w kopertę i przysyłała do mnie, do domu. Początkowo było ich kilkanaście miesięcznie. W specjalnym zeszycie wszystkie ręcznie przepisywałam, potem skracałam i pisałam odpowiedzi. „Jak pomóc koleżance, która trzęsie się przed każdym sprawdzianem?” – to było pierwsze pytanie do Ciebie. Takie problemy do dziś się powtarzają. Albo: „Jak powiedzieć rodzicom o ocenach na koniec roku?”. I najbardziej alarmujące: „Jak powiedzieć rodzicom, że jestem zagrożony oceną niedostateczną, a wywiadówka jest za dwie godziny?”. (śmiech) Od tamtego czasu wiele się też zmieniło.

Choćby to, że w każdym domu pojawił się internet…

Właśnie. Na przykład ktoś pisze: „Stworzyłam fałszywe konto na Facebooku. Zapytałam, co o mnie myślą inni, i… wybuchła afera”. Bywa też tak, że ktoś nie chce istnieć na portalu społecznościowym i z tego powodu spotyka go odrzucenie ze strony kolegów, niezrozumienie. Ale zdarzały się dużo poważniejsze problemy, jak na przykład anoreksja czy cięcie się. Na szczęście dziś tego rodzaju listów jest już znacznie mniej.

Zdarza się, że ktoś zmyśla?

Zdarza się.

Jak to rozpoznać?

Gdy ktoś fantazjuje, wyczuwam od razu. Chociaż wiem, że świat jest pełen historii, które nie mieszczą się w głowie.

Odpisujesz na taki list?

Takiej osobie piszę, że jego opowieść wydaje mi się mało prawdziwa i że jeśli zmyśla, to zajmuje czas, jaki mogłabym poświęcić komuś z prawdziwymi problemami. Ale w końcu i tak odpowiadam – uczciwie i na całego. Czasem potem dostaję e-mail: „Przepraszam”.

A który z tych tysięcy problemów okazał się najtrudniejszy?

Kiedyś dostałam list od pewnej gimnazjalistki. Opisała wręcz nieprawdopodobną historię. Ogromne zawirowania w rodzinie. Potem schodzenie na złą drogę. Alkohol, narkotyki… To, co opisywała, było straszne. I to był jedyny przypadek, kiedy chciałam się spotkać z piszącą osobą. Sprawa była zbyt poważna. Gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że pisała prawdę. Pamiętam, że w intencji tej dziewczyny prosiliśmy o modlitwę siostry karmelitanki.

Wiesz, co się z nią stało?

Wyszła z tego. Dziś jest dorosłą kobietą. Jesteśmy ze sobą w kontakcie. (...)

Cała rozmowa w marcowym numerze "Małego Gościa"

Tagi: