poniedziałek, 4 stycznia, 2016r.

dodane 04.01.2016 21:56

poniedziałek, 4 stycznia, 2016r.

Hau, Przyjaciele!

Oj, spotkałam dzisiaj obcego kota w naszym ogrodzie. Rzuciłam się z głośnym ujadaniem, a kot zapomniałam o swoim odwiecznym zadaniu, czyli o ucieczce. Przycupnął pod balkonem sąsiadów, spoglądał na mnie wielkimi ślepiami i nawet nie syczał. Wzywałam go do walki lub do ucieczki, a on nic. Jednak mój jazgot ściągnął do ogrodu Kubę i Paulinę. Szybko znaleźli kota, oczywiście dzięki mnie. „Astra, wstydź się, to młode kociątko, chyba w ciężkim stanie. Pewnie strasznie wychłodzony i głodny.” Podkuliłam ogon, zwiesiłam łeb. No, skąd miałam wiedzieć? Paulina wzięła malucha na ręce, przytuliła drżące ciałko i zaniosła do mieszkania. Zaraz pojawiło się ciepłe mleko, jakieś resztki z obiadu. Oczywiście, nagle i ja odczułam straszliwy głód, ale pomógł mi Kuba i szybko napełnił moje miski. On też zawiadomił rodziców, że w domu jest kotek, szary, łagodny, wychudzony i wygłodzony. Dreptałam po kuchni i nie potrafiłam się przez chwilę zdecydować, jaką przyjąć postawę. W końcu zbliżyłam się ostrożnie do Pauliny, która trzymała malucha na kolanach i łagodnie przemawiała. „Widzisz, to nasza Astra, najlepszy pies pod słońcem. Ona cię wszystkiego nauczy i będzie się Tobą opiekowała.” A, skoro tak, to wskoczyłam na kanapę i pozwoliłam, by kociątko wtuliło się we mnie. Bo gdzież może być tak ciepło jak w mojej sierści? Poczułam się  szczęśliwa i trwałam nieporuszona przez wiele godzin, słuchając uroczej mruczani naszego nowego lokatora. Cześć, Astra

Tagi: