sobota, 25 kwietnia, 2015r.

dodane 25.04.2015 15:00

Paulina wróciła ze spotkania marianek z Basią. Gwizdnęła na mnie i już mogłam węszyć, biegać, poszczekiwać.  Zatrzymałyśmy się daleko, aż pod lasem. One usiadły na przewróconym pniu, a ja pokręciłam się w kółko i ułożyłam się u ich stóp. Ciekawe, o czym tak gorąco dyskutują. „Jeśli jeszcze raz ktoś mnie zapyta, dokąd jadę na majowy weekend, to mu odpowiem bardzo niegrzecznie”- gorączkowała się Basia.” Słuchać się nie da tych niby opowieści, a właściwie przechwałek o tym, kto gdzie jedzie”- wtórowała Paulina. Wtem z lasu wybiegło spore stado sarenek Dziewczyny przyglądały się im oniemiałe z zachwytu. Mnie aż zamurowało i nie bardzo wiedziałam, czy szczekać, czy gonić, czy siedzieć cicho. Paulina przytrzymała mnie za obrożę i jednocześnie głaskała, więc już wiedziałam, jak się zachować. Wiatr zawiewał w naszą stronę i sarenki spokojnie przeszły przez leśną drogę, by po chwili zniknąć w gąszczu krzewów. „Niesamowite”- odezwała się szeptem Basia. „Pierwszy raz widzę na tej drodze sarny”- dodała Paulina. Uwolniona, rzuciłam się w stronę krzaków, by zaznaczyć swoją obecność. Dziewczyny roześmiały się. „A może jesteśmy takie złe, bo jednak trochę zazdrościmy i nie doceniamy tego, co mamy?”- zapytała nagle Paulina. Od tej chwili aż do samego domu  dziewczyny z zapałem planowały trasy rowerowe, które przemierzą w następny weekend. Jednocześnie informowały koleżanki SMS-ami o swoich pomysłach i nie usłyszałam już ani słowa narzekania. To lubię, gdy entuzjazm roznosi moją rodzinkę. Cześć, Astra.

Tagi: