środa, 25 lutego, 2015r.

dodane 26.02.2015 19:19

Hau, Przyjaciele!

Wczoraj razem z Pauliną długo pocieszałam pewną koleżankę. Paulina tłumaczyła jej bez końca, że chociaż jest jej ciężko w domu, to jednak trzeba się cieszyć drobiazgami, trzeba marzyć, żyć pełnią. Sama aż łeb przekrzywiałam z podziwu, że moja młodsza Pani jest taka mądra. Ale i ja wiele pomogłam tej Natalii. Bo cierpliwie przy niej siedziałam i pozwalałam, by mnie bezwiednie tarmosiła, skubała nerwowo moje uszy, kręciła na palcach moją sierść. Kilka razy chciałam nawet pisnąć, bo tak mnie pociągnęła, ale co tam, niech też mam swój wkład w przywracanie radości życia. No i udało się, bo po tak długich przemowach ruszyłyśmy polami w kierunku lasu. Oszalałam z radości, biegałam, poszczekiwałam, podrzucałam patyki, bo nie chciałam prosić o to zagadanych ciągle dziewczyn. Potem rzuciłam się na tropienie śladów. Wreszcie zatoczyłyśmy koło. Wtedy też spotkałyśmy księdza Wojtka z jego psem i zaczęły się  szalone wyścigi. Gdy usłyszeliśmy ostry gwizd, dopadliśmy do naszych właścicieli, pozwoliliśmy założyć sobie smycze. „Psy to nieźli korepetytorzy. Uczą miłości,  wierności, ufności i umiejętności korzystania z każdej dobrej chwili”. Podniosłam z dumą głowę i liznęłam w rękę Natalię. Bo po co się martwić czymkolwiek, jeśli najsilniejszy z silnych czuwa nad nami? Cześć, Astra.

Tagi: