Chciała być piękna

ks. Tomasz Jaklewicz

|

MGN 12/2014

publikacja 22.01.2015 10:38

Najciekawsze historie to historie świętych. Dlaczego? Bo w ich życiu można przyłapać Boga na gorącym uczynku.

Miasto Ávila przypomina twierdzę. Opasują je średniowieczne mury Miasto Ávila przypomina twierdzę. Opasują je średniowieczne mury
KS. TOMASZ JAKLEWICZ /FOTO GOŚć

D ługo wahaliśmy się, czy św. Teresa z Ávila będzie ciekawą bohaterką na Roraty. Zakonnica sprzed pięciu wieków? Która 47 lat przeżyła w klasztorze jako karmelitanka? Modliła się i zakładała klasztory gdzieś w dalekiej Hiszpanii? Czy to wszystko brzmi interesująco? Hm, nie za bardzo. Ale często tak bywa, że jeśli kogoś zna się bardzo słabo, to wydaje się nieciekawy. Kiedy jednak pozna się tę osobę bliżej, wtedy ten pierwszy obraz zupełnie się zmienia. No dobrze, ale jak można poznać kogoś, kto urodził się 500 lat temu? Po św. Teresie zostały jej książki. Od dziecka lubiła czytać i pisać. Być może miała to po mamie, która umęczona domową pracą (12 dzieci na głowie plus mąż) lubiła wieczorami czytać powieści o dzielnych rycerzach ratujących piękne damy od nieszczęścia. Jako nastolatka Teresa napisała zresztą powieść rycerską. Już jako karmelitanka pisała dlatego, że chciała podzielić się z innymi tym, co przeżyła. Nie po to, by się chwalić. Ale zaprosić swoje siostry i wszystkich ludzi, by odkryli to, co ona. A co takiego odkryła? Że Bóg jest Kimś, kto żyje blisko nas, dlatego nie mamy szukać Go gdzieś daleko, ale w swoim sercu, a siebie szukać w Jego sercu. Że modlitwa to szczera rozmowa z najlepszym Przyjacielem, który zawsze nas rozumie, przebacza grzechy i daje siłę. W „Księdze życia” (po hiszpańsku: „Libro de la vida”) Teresa opisała szczerze swoje życie, drogę swojego duchowego rozwoju. Dzięki tej opowieści możemy poznać jej dzieciństwo, młodość, powołanie, trudności i radości. Słowem cały jej świat.

Mali „męczennicy” i „pustelnicy”

Teresa wychowywała się w kochającej się rodzinie. Miała dwie siostry i dziewięciu braci. Była oczkiem w głowie ojca. O swoim nieco starszym bracie Rodrigu napisała: „Jego kochałam najbardziej, choć do innych wielkie miałam przywiązanie i oni do mnie”. Gdy miała siedem lat, właśnie z Rodrigiem wpadli na szalony pomysł. Czytając historie świętych, uznali oboje, że najkrótsza droga do nieba to męczeństwo. „Umówiliśmy się, że pójdziemy do kraju Maurów, aby tam ucięli nam głowę” – wspomina Teresa. I dodaje: „Ale główną w oczach naszych przeszkodą było to, że mieliśmy rodziców”. Mali uciekinierzy przechodzą przez miejską bramę, rzymski most na rzece i… kilkaset metrów dalej zostają zatrzymani przez stryja i odprowadzeni do domu. Ta przygoda nie ostudziła zapału Teresy i jej brata. Wybierają inną drogę do świętości: „Postanowiliśmy zostać pustelnikami; w ogrodzie, który był przy naszym domu, próbowaliśmy, jak umieliśmy, budować pustelnię… Szukałam samotności na odprawianie swoich nabożeństw, a miałam ich wiele: lubiłam szczególnie Różaniec”. Teresa zawsze szukała Boga, miała dobrą intuicję, że sensem życia jest być świętą. Zauważmy, że nie było to tylko bujanie w obłokach. Miała w sobie odwagę, zdecydowanie. Zamieniała to pragnienie w czyn.

Zabujana nastolatka

Kiedy skończyła 15 lat, zmarła jej mama. Miała zaledwie 33 lata. Teresa, wracając z pogrzebu, wstępuje do kościoła i klęka z bratem Rodrigiem przed figurą Maryi. Tam „rzewnie płacząc, błagałam ją, aby mi była matką”, wspomina. Po mamie odziedziczyła urodę i marzenia o romantycznej miłości. Wspomina: „Zaczęłam się stroić. Chciałam się podobać i wyglądać zawsze korzystnie, dbałam bardzo o swoje ręce, o włosy. Używałam pachnideł i wszelkiego rodzaju próżności, na jakie się tylko zdobyć mogłam”. Teresa łatwo nawiązywała kontakty. Potrafiła innych oczarować. Dlatego wokół niej kręciło się mnóstwo adoratorów. Zakochała się młodzieńczą miłością w kuzynie Pedro. Ojciec, zaniepokojony, czym się to wszystko skończy, posłał córkę do szkoły przy klasztorze sióstr augustianek. Początkowo, jak pisze, miała „stanowczą odrazę do życia zakonnego” (co za szczerość!), ale z czasem zaprzyjaźniła się z jedną z sióstr. Rozmowy o Bogu, o powołaniu wywołują duże wrażenie na kochliwej nastolatce. Teresa zaczyna rozumieć, że pójście do klasztoru to też wybór miłości, tyle że innej niż małżeństwo. Zaczyna w niej dojrzewać myśl o powołaniu. Miała 20 lat, gdy podjęła decyzję. Nie mówiąc nic ojcu, zapukała do drzwi karmelitańskiego klasztoru Wcielenia w Ávila. Została przyjęta. Ojciec, początkowo rozżalony, zgodził się później z decyzją córki i pobłogosławił jej nową drogę.

Nawrócenie w klasztorze

Niedługo potem Teresa ciężko zachorowała. Nie pomagają jej żadne leki. Jest nieprzytomna. Wszyscy myślą, że umarła. W klasztorze wykopano już dla niej grób. Po czterech dniach niespodziewanie wraca do życia. Ale kolejne trzy lata cierpi, ma sparaliżowane nogi. Przez dwadzieścia lat Teresa żyje jako pobożna zakonnica, ale wciąż czuje, że to nie jest to. Modli się, ale zaczyna brakować jej zapału. Jej serce jest jakby podzielone: połowa dla Boga, ale połowa dla świata, przyjaciół i siebie. „Pragnęłam bardzo być kochana przez wszystkich” – wyznaje. „Wiodłam życie tak przeciętne i dalekie od doskonałości”. (…) „W efekcie, ani Bogiem się nie cieszyłam, ani nie miałam zadowolenia ze świata”. Teresa mówi, że najcięższa pokusa jest wtedy, kiedy człowiek przestaje się modlić, bo uważa, że tyle nagrzeszył, że nie jest już godny rozmawiać z Bogiem. Coś takiego chyba się przytrafia każdemu. A to błąd. Prawdziwe nawrócenie przeżywa Teresa, kiedy ma 39 lat. Przed wizerunkiem ubiczowanego Chrystusa widzi swoją grzeszność, płacze, ale odkrywa jednocześnie, że Jezus się nigdy nie obraża i nie przestaje przebaczać. Odtąd zaczyna kochać Boga całym sercem. Chciała być prawdziwym przyjacielem Boga. To najważniejsze przesłanie jej życia.

Życie z Przyjacielem

Teresa była zawsze człowiekiem modlitwy i czynu. Postanawia stworzyć siostrom lepsze warunki dla głębszej modlitwy. Wie, czego jej brakowało w życiu zakonnym, więc opracowuje nową regułę życia dla karmelitanek. Zakłada pierwszy klasztor według odnowionych zasad. Jako patrona pierwszej wspólnoty wybiera św. Józefa. Mimo wielu trudności robi swoje. Pomaga jej św. Jan od Krzyża. Teresa zaczyna podróżować po Hiszpanii i zakłada nowe klasztory. Cały czas dużo pisze. Uczy innych przede wszystkim modlić się. Pokazuje, że Bóg chce mieć mieszkanie (twierdzę!) w naszym sercu. Czym jest modlitwa? Św. Teresa najpiękniej ujęła to tak: „To poufne i przyjacielskie przebywanie z Bogiem oraz wylewna rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas kocha”. Czyli, modlić się to po prostu być z najlepszym Przyjacielem, nie skupiać się na swoich grzechach, ale na Jego miłości.

Solo Dios basta

Teresa do końca życia, a dożyła 67 lat, zachowała swój styl. Była mistyczką, czyli żyła w niezwykłej łączności z Bogiem. Kiedy brat Jan z Ávila namalował portret 61-letniej karmelitanki, zażartowała: „Niech Ci Bóg przebaczy, bracie Janie! Namalowałeś mnie brzydką i kaprawą”. Nadal chciała być piękna, ale rozumiała doskonale, że prawdziwe piękno polega na bliskości z Bogiem. O swojej miłości do Boga pisała też wiersze. Jeden z najpiękniejszych brzmi tak: „Niech nic cię nie smuci, niech nic cię nie przeraża, wszystko mija, lecz Bóg jest niezmienny. Cierpliwością osiągniesz wszystko; Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy”. To ostatnie zdanie warto zapamiętać w oryginale „solo Dios basta!”. W chwilach trudnych, kiedy nie możemy liczyć ani na siebie, ani na przyjaciół, na nikogo… zostaje zawsze ON, Przyjaciel, który kocha. Solo Dios basta!