Koniec westernu

rozmawiał Krzysztof Błażyca

|

MGN 10/2014

dodane 22.01.2015 09:59

Czym zajmują się dziś Indianie, opowiada dr Radosław Palonka, archeolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Koniec westernu Krzysztof Błażyca

Mały Gość: Ile znamy plemion indiańskich?

Radosław Palonka: W Stanach Zjednoczonych jest ich około 500. A Indianie to prawie 5 milionów obywateli tego kraju. Najliczniejsze plemię to Nawahowie z Arizony i Nowego Meksyku na Południowym Zachodzie. Ich rezerwat jest największy w USA. Liczy 78 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli jedną czwartą powierzchni Polski. Plemię Czirokezów ze wschodu dało nam już w XIX wieku pierwszy alfabet indiański. Został stworzony przez ich nauczyciela Sekwoję. Siuksowie byli dumnymi wojownikami prerii. To ich kulturę sławią często westerny i książki przygodowe. Z kolei Irokezi i Nawahowie określają się jako narody. Irokezi mają nawet własne paszporty. I reprezentację w lacrosse – sporcie o indiańskich korzeniach. W tym roku zdobyli nawet brązowy medal w mistrzostwach świata w tej dyscyplinie.

Czy Indianom nie przeszkadza, że archeologowie rozkopują ich ziemię?

Kiedyś praca naukowców kojarzyła się Indianom z zagrabianiem terenów. Dziś często współ- pracują z archeologami. Pomagają nam zrozumieć swoją kulturę, a jednocześnie sami dużo uczą się o swojej przeszłości. Nam również kilku pomaga. Niektórzy, zanim wejdą do starożytnych osad, odprawiają swoje modlitwy i składają ofiarę przodkom, na przykład z tytoniu.

Wciąż wyznają dawne wierzenia?

Poznałem sporo Indian, którzy są chrześcijanami. Ale wielu wy- znaje też tradycyjne religie swoich przodków. Zdarza się, że nawet ochrzczeni Indianie podtrzymują w jakiejś części dawne wierzenia. Nazywa się to synkretyzmem. Mieszkałem kiedyś dość długo u rodziny Indian Nawaho. W domu mieli zdjęcia dzieci, otoczone z jednej strony figurkami anioła i Matki Bożej z Guadalupe, a z drugiej figurką matki wszystkich duchów z ich tradycyjnej religii.

Jak wygląda codzienność dzisiejszych Indian?

Wizerunek wojownika z filmowego westernu nie bardzo pasuje już do rzeczywistości. Życie w rezerwatach, gdzie są Indianie, pełne jest problemów. Wiele zła czynią tam ludziom alkohol i choroby cywilizacyjne. Ale są też dobre strony. Wzrasta poziom wykształcenia. A po studiach młodzi często wracają do rezerwatów. Powstają nawet plemienne uniwersytety. Znamy dzisiaj wielu uznanych artystów, biznesmenów czy naukowców pochodzenia indiańskiego. Chcą ocalić tradycję i język swoich plemion. Dlatego tak bardzo podoba im się, gdy opowiadam czasem o historii Polski. Odnajdują dużo wspólnych rzeczy.

Tagi: