piątek, 8 listopada, 2013r.

dodane 08.11.2013 09:15

Hau, Przyjaciele!
Jestem zła. Oto wczoraj Pan czytał spokojnie Gościa Niedzielnego. Ja ufnie przytulona drzemałam obok niego na fotelu. Już mnie drażniło, że Pan zabiera tyle miejsca. Chyba zgrubł ostatnio. Co prawda twierdzi, że to ja się nadmierne objadam, ale nie słucham takich złośliwości i jestem z siebie bardzo zadowolona. Nagle Pan uderzył gazetą w kolano i zawołał Paulinę. „A może byśmy pojechali w wolne dni do Krakowa? Dawno tam nie byliśmy. Przeczytaj artykuł o dzwonie Zygmunta. Świetny i inspirujący.” O, rety, ależ on używa mądrych słów! Lecz najgorsze dopiero nadeszło. Paulinie bardzo się pomysł taty spodobał, więc i ja zeskoczyłam z fotela, zamachałam z aprobatą ogonem. I co słyszę? „Ale ty, Astruniu, musisz zostać w domu. Nie można zabierać psa na takie wycieczki.” Poszłam do kuchni, schowałam się pod stołem i przez kwadrans nie wychodziłam. Nawet kości mnie nie przekupiły. Już ja ich znam. Gdy mówią do mnie „Astruniu”, to zawsze mają złą wiadomość. Niech sobie jadą do Krakowa, ja i tak, jako wierny pies, będę pilnowała mieszkania. Ale obrażona jestem i teraz niech się starają mnie przebłagać. Nie wiedzą, że kocham ich nad życie. Cześć, Astra

 

Tagi: