Z mocą jednego konia

Adam Śliwa

|

MGN 07/2013

dodane 02.10.2013 15:32

Szum stalowych kół, rżenie konia i zapach lasu. Nagle zza zakrętu wyłania się zielony pojazd.

Przód tramwaju może być z każdej strony. Wystarczy podpiąć konia Przód tramwaju może być z każdej strony. Wystarczy podpiąć konia
Jakub Szymczuk

Stoi na szynach. Z przodu ma... dyszel jak w wozie konnym. Po chwili zagadka się wyjaśnia. Kilka kroków dalej, pod drzewem, pasie się duży, mocny koń. Jedyny w Polsce tramwaj konny znów wozi pasażerów. Do odjazdu zostało jeszcze kilka minut.
 
Wio
Dwóch woźniców przymocowuje konia do tramwaju. W środku na twardych drewnianych ławkach siadają pasażerowie. Hamulec zwalnia i... „wio”. Tramwaj rusza i nabiera prędkości szybkiego marszu. Stalowe koła stukoczą po torach skrzypiąc na zakrętach. Zielony pojazd lekko się kołysze. Mijamy drogę i wjeżdżamy do lasu. W powietrzu unosi się zapach liści i... konia, który pracowicie ciągnie tramwaj. Na przednim pomoście stoją tramwajarze. Krzysztof Żmudzin obsługuje hamulec. – Szczęki na kołach zaciska korbka tak samo, jak w starych tramwajach – tłumaczy. – Podczas jazdy w dół trzeba szczególnie pilnować, żeby ciężki pojazd nie zepchnął konia. Zygmunt Jagodziński trzyma wodze, czyli kieruje koniem. – Mimo że tramwaj jedzie po torach, muszę pilnować, żeby koń z nich nie zboczył – tłumaczy woźnica. – Wychowaliśmy się przy koniach, więc nie było trudno nauczyć się koniem prowadzić tramwaj – śmieją się obaj panowie. A koń? Już się przyzwyczaił do nietypowej pracy, choć zdarzają się sytuacje nieprzewidziane. – Raz spadła gałąź na tory, koń się przestraszył i odskoczył, ciągnąc w bok cały tramwaj – opowiadają. – Stanęliśmy w poprzek torów, na szczęście nic złego nikomu się nie stało.
 
Materiały i ludzie
Historia tramwaju sięga początku XX wieku i wiąże się z epidemią gruźlicy. Wybitny lekarz Teodor Dunin, zaproponował, aby stworzyć szpital, w którym chorzy wracaliby do zdrowia. Przy leczeniu gruźlicy bardzo ważny jest klimat. Okazało się, że najlepszy jest w Mrozach na Mazowszu, a dokładnie w leżących nieopodal Rudkach. Budowa szpitala ruszyła w 1902 roku. I wtedy właśnie zaczyna się historia tramwaju konnego. Linia kolejowa kończyła się w Mrozach. A szpital budowano dwa kilometry dalej. Dlatego położono tory, po których konie ciągnęły wagoniki z cegłami i piaskiem na budowę. Kilka lat później pojawił się tramwaj, który sześć razy dziennie przewoził pacjentów. I tak przez 59 lat. Dwa lata temu postanowiono odbudować dawny tramwaj. Położono nowe tory, a stalowy wagonik z drewnianym wnętrzem jest kopią oryginału, który dziś stoi w muzeum w Sochaczewie. Od zeszłego roku w parku otaczającym szpital znów słychać tupot kopyt i szum tramwaju konnego.
 
Dwustronny
Dojeżdżamy przed bramę szpitala i zatrzymujemy się przy małym peronie. Woźnice odczepiają konia i prowadzą na drugą stronę. Teraz tył tramwaju staje się przodem i pojazd jest gotowy do powrotu. Znajome szarpnięcie, rżenie konia i tramwaj rusza. Przejażdżka w obie strony trwa 40 minut. – Przy dobrej pogodzie przeszkadzają tylko komary – śmieje się pan Zygmunt. – Najtrudniej jest w czasie burzy, zwłaszcza, że nasz pomost jest otwarty – dodaje pan Krzysztof. Trasa biegnie przez rezerwat przyrody, więc pasażerowie mogą zobaczyć różnych mieszkańców lasu. – Trudno zobaczyć dzika, ale są na pewno – zapewniają tramwajarze. – Ich ślady często widzimy wzdłuż torów. Rozkopują piasek, który potem skrzypi na szynach, więc musimy go zmiatać – tłumaczą panowie. Powoli zbliżamy się do stacji. Na peronie czekają kolejni pasażerowie. W tramwaju zmieści się 12 dorosłych. I znów ten sam obrazek, co na peronie przed szpitalem. Koń przeprowadzany jest do tyłu, który staje się przodem pojazdu. Hamulec zwalnia i... „wio” w kolejny kurs.
 
Tramwaj konny
na trasie Mrozów – Rudka kursuje o pełnych godzinach: ☻ w soboty 15.00–20.00 ☻ w niedziele 12.00–20.00 ☻ Ostatni kurs o godzinie 19.00 W inne dni tygodnia kontakt: Mariusz Szęszoł tel. 502 196 934 http://www.mrozy.pl/tramwajkonny/
Tagi: