Ziarno jak sie patrzy

Gabriela Szulik

|

MGN 11/2003

publikacja 11.04.2012 23:52

– Stop! Jeszcze raz – woła reżyser. – Rafał, stałeś tyłem do kamery! – Ale tylko pięć sekund – odpowiada chłopak i szelmowsko się uśmiecha. – Ciągle słyszę jakieś szmery – reżyser czeka na idealną ciszę.

– Wszyscy na swoich miejscach? Uwaga! Cisza! Zaczynamy! Ksiądz biskup wjeżdża na rowerze. Rozpoczyna się nagranie kolejnej sceny telewizyjnego „Ziarna”.

Stepowanie Filipa
Monika i Filip mieszkają w Warszawie. Oboje w podobny sposób trafili do programu. Najpierw byli w „Ziarnie” jako goście. Monika razem z tatą brała udział w programie o Afryce i już została. Filip dwa lata temu pokazywał, jak potrafi świetnie stepować. – Opowiedziałem o sobie – wspomina – zatańczyłem, a po programie siostra Mariola zaproponowała, bym został na stałe. Zaczynał od prowadzenia gry „Ja Jestem”. – Teraz – mówi – jestem szalejącym reporterkiem, który jeździ po Warszawie i robi wywiady z różnymi ciekawymi ludźmi. Doskonale pamięta nagranie pierwszego programu. – Cześć. Nazywam się Filip… – Stop! – przerywał reżyser. – Od początku! Wiedział, że powinien powiedzieć: „Cześć, mam na imię Filip”. To zdanie powtarzał chyba pięć razy. – To wszystko z nerwów – uśmiecha się. – Teraz już się nie boję, bo wiem, że jeśli coś nie wyjdzie, zawsze można powtórzyć. W nagraniu przeszkadza nie tylko pomyłka, ale nawet najmniejszy szmer. Tak jak dzisiaj. Wszyscy byli już gotowi, siedzieli prawie nieruchomo, a reżyser ciągle coś słyszał. – Magda, schowaj łańcuszek! – zawołał w końcu. Magda sprawdziła. Rzeczywiście, krzyżyk ocierał się o mikrofon.

Ziarno jak sie patrzy   Magda, Rafał i Filip fot. PAT Marzenie Magdy
Nareszcie udało się wyciągnąć ze studia Monikę i Magdę. Chwila przerwy. Nagrywają scenę z Dyziem i Doktorkiem. – Dziewczyny, zrobicie coś dla mnie, a właściwie dla Rafała? – ze studia wybiega pani Lidia. – Dobrze, że tu jesteście. Potrzebujemy dwóch identycznych rysunków. Jeden przedstawia zachód, a drugi wschód słońca. Za chwilę na stoliku lądują kredki. Dziewczynki zabierają się do roboty. – To moje spełnione marzenie – mówi Magda i poprawia żółtą kredką wielkie zachodzące słońce. – Bardzo długo musiałam przekonywać rodziców, żeby przyjechali ze mną na casting. Byłam wtedy w piątej klasie. Bardzo wspiera ła mnie starsza siostra. W końcu mama i tata zgodzili się, ale nie bardzo wierzyli w to, że się dostanę. Udało się. Magdę wybrano spośród 200 dzieci. Od tego czasu minęły trzy lata. – Bardzo chciałabym pracować w telewizji, ale wiem, że to trudne – dodaje. – Lubię tu przychodzić – uśmiecha się Monika. – Na przykład dzisiaj podobało mi się, jak malowaliśmy ławkę. Odrapana, zniszczona ławka z parku była potrzebna do rozmowy o VII przykazaniu: „Nie kradnij”. Nawet ksiądz biskup malował, a przy okazji rozmawiał z dziećmi o ważnych sprawach. – Jestem katechetą – mówi biskup. – To dla mnie najlepszy sprawdzian, czy potrafi ę nawiązać kontakt z dziećmi. Biskup Antoni zawsze przyjeżdża z kalendarzem. Nagrania musi dopasować do zajęć. Dzisiaj wszyscy bardzo się starają. Sceny z księdzem biskupem trzeba skończyć wcześniej. Po południu w Częstochowie na jego błogosławieństwo czeka młoda para głuchoniemych.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.