Aldair, piłkarski mistrz świata z roku 1994, długoletni obrońca AS Roma, specjalnie dla „Małego Gościa”
fot. AGENCJA GAZETA
– W AS Roma grasz od trzynastu lat. Niedawno w jednej z włoskich gazet nazwano Cię najbardziej kochanym przez kibiców piłkarzem tego klubu. Jak zdobywa się miłość kibiców?
– To nie jest zbyt trudne. Jak w każdej innej dziedzinie życia, także w sporcie obowiązują pewne reguły. Jeśli ktoś ich przestrzega, sam zyskuje sympatię i szacunek u innych. Jeśli chodzi o kibiców AS Roma, to myślę, że lubią mnie również za moją wierność temu klubowi.
– Czy to znaczy, że zdobycie mistrzostwa świata nie było dla Ciebie najszczęśliwszym dniem w życiu?
– Najszczęśliwszymi dniami były te, kiedy urodziły się moje dzieci: Stefan w 1992 roku i Julia w 1994. Mistrzostwo świata to, owszem, ogromna radość, ale szczęście to więcej niż radość…
– Chciałbym na chwilę jeszcze wrócić do Mistrzostw Świata w Ameryce, do samego finału z reprezentacją Włoch. W pewnym momencie, gdy o złotym medalu miały zadecydować rzuty karne, widziałem w telewizji, jak objęliście się ramionami i wymawialiście jakieś słowa. Wyglądało to na modlitwę…
– Bo to była modlitwa. Piłkarze Brazylii modlą się w szatni przed i po meczu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł