W niebie będziemy równi?

MGN 06/2003

publikacja 09.04.2012 17:49

Na pytania o to, czy w niebie będziemy równi, odpowiada o. Jacek Salij, dominikanin

W niebie będziemy równi?

– Coś pamiętam, chyba z religii, że w niebie ludzie będą się różnili stopniem świętości. To znaczy, że nie będą równi. Czy to prawda?
– Mówił o tym Pan Jezus w przypowieści o talentach. Również Apostoł Paweł napisał kiedyś, że „jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej i podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem”.

– Mnie się wydaje, że bardziej sprawiedliwe byłoby, gdyby wszyscy mieli tyle samo.
– Czy Ty naprawdę sądzisz, że sprawiedliwie jest dopiero wtedy, kiedy wszyscy mają po równo?

– Wtedy przynajmniej jeden drugiemu nie zazdrości.
– Przypomniała mi się bajka o jednym takim zazdrośniku, który mógł otrzymać wszystko, czego dusza zapragnie, ale wtedy jego konkurent otrzyma to wszystko podwójnie. Mógł zażądać nawet stu pałaców, ale wtedy jego konkurent otrzymałby ich dwieście. Zgadnij, o co on poprosił.

– O coś zupełnie bezwartościowego?
– Nie zgadłeś. Poprosił o to, żeby mu wydłubano jedno oko.

– Straszna bajka! Poświęcił własne oko, ażeby tym drugim zobaczyć, że jego konkurent został zupełnie oślepiony. Brrr...
– A gdyby nie było w nim tej zazdrości, oprócz stu pałaców mógłby mieć jeszcze radość z tego, że ktoś inny ma ich dwa razy więcej.

– Jednak dość trudno cieszyć się z tego, że ktoś ma coś, czego ja nie mam.
– Nie przesadzaj. Twoja mama nie zna angielskiego, a sam wiesz, jak ją cieszy, że Ty już trochę potrafisz się rozmówić w tym języku. Czy w ogóle wyobrażasz sobie, że mama mogłaby Ci czegokolwiek zazdrościć?

– Z mamą to co innego. Rodzice kochają swoje dzieci więcej niż wszystkich innych ludzi i dlatego cieszą się każdym ich sukcesem.
– Przypomnij sobie, jak wasza pani od polskiego zrobiła doktorat. Jak w szkole wszyscy się wtedy cieszyli i nikt jej nie zazdrościł.

– Poddaję się! Przypomniałem sobie, że przecież wszyscy bardzo cieszyliśmy się z tego, że Adam Ma- łysz tak pięknie skacze i nikt mu tego nie zazdrościł. Chociaż chyba mało kto marzy o tym, żeby mieć przynajmniej ostatnie miejsce w takich zawodach. Czyli to jednak nie takie trudne cieszyć się z tego, że ktoś ma coś, czego ja nie mam.
– Ustalmy jeszcze, skąd się to bierze, że mama nie zazdrości Ci tego, że już trochę mówisz po angielsku. I dlaczego Tobie nie przeszkadza to, że nigdy nie dorównasz ani Fryderykowi Chopinowi, ani Adamowi Małyszowi. Skąd się to bierze, że potrafimy cieszyć się czyimś dobrem równie ż wtedy, kiedy sami go nie mamy.

– Ciekawe pytanie. Bo muszę się przyznać, że zazdrość też nie jest mi obca.
– Jeśli ogarnia Cię uczucie „ja też chciałbym to mieć”, to nie musi być od razu zazdrość. Najgorsza zazdrość ma miejsce wtedy, kiedy widzisz, że ktoś ma więcej od Ciebie albo że ma coś, czego Ty nie masz – i ogarnia Cię złość.

– Albo gdybym życzył temu człowiekowi, żeby to dobro utracił. Właśnie, skąd się to bierze?
– Mnie się wydaje, że zazdrość pojawia się wtedy, kiedy ludzie się nie lubią albo kiedy są sobie obcy. Jeśli jesteśmy sobie bliscy, zazdrość znika. Naturalną postawą jest wtedy radość z dobra, jakie widzimy u innych. W niebie...

– Już wiem! W niebie nikt nie będzie nikomu zazdrościł.
– Choć będą tam miliardy zbawionych, wszyscy będą sobie niewyobrażalnie bliscy. Samo uczucie zazdrości będzie tam niemożliwe. Każdy będzie się cieszył ze szczęścia wszystkich innych – i tych, którzy będą mieli więcej ode mnie, i tych, którzy będą mieli mniej.

– Mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić, że nie będzie mi markotno z tego powodu, że inni będą mieli szczęścia więcej niż ja.
– Staraj się jak najwięcej kochać Matkę Bożą, to się tego trochę nauczysz. Na pewno nikt z nas nie będzie w niebie wyżej od niej, a przecież wszyscy tak bardzo się cieszymy z jej wywyższenia ponad wszystkie stworzenia, nawet ponad aniołów.

– Jeśli chodzi o Matkę Bożą, to jasne. Jednak gdyby wszyscy moi znajomi byli w niebie wyżej ode mnie, to chyba byłoby mi markotno.
– A czy Twoja mała siostra czuje się pokrzywdzona z tego powodu, że podczas obiadu Ty zjadasz trzy razy więcej niż ona? I że ona zjada najmniej ze wszystkich?

– Z obiadem to co innego. Jeden potrzebuje więcej, drugi mniej. Najważniejsze, żeby każdy się najadł do syta.
– Pamiętasz może, jak święta Teresa od Dzieciątka Jezus wyjaśniała sobie nasz problem?

– Na religii chyba o tym nie mówiliśmy.
– Widzisz, kiedy będziemy zbawieni, każdy z nas będzie cały i bez reszty przepełniony miłością Bożą i szczęściem. Można powiedzieć, miłość Boża i szczęście będą się z nas przelewały.

– No to dlaczego, jedni będą mieli tego szczęścia więcej, inni mniej?
– Właśnie święta Teresa bardzo prosto to wyjaśniła. Kiedy wlewasz wodę do małych i większych kubków, i jeszcze do garnków różnej wielkości,
i wszędzie nalejesz do pełna, to jednak w jednych naczyniach wody będzie więcej niż w innych. Ale we wszystkich będzie do pełna.

– To proste!
– Dlatego już teraz wiem, że jeżeli będę w niebie choćby małym kubkiem, to będę cały szczęśliwy – i jeśli będę widział, że w innych Pana Boga jest jeszcze więcej niż we mnie, to radość z tego powodu będzie mi jeszcze dodawała szczęścia!