Czy horoskopy i tarot mówią prawdę?

Mędrzec Dyżurny

|

MGN 03/2003

publikacja 06.04.2012 21:08

Czy horoskopy i tarot to zło? Czy to grzech zaglądać do horoskopu lub wróżyć sobie z kart tarota, nawet jeśli nie wierzy się w to, co jest w tym zapisane? A jeśli tylko chce się zobaczyć to, co jest zapisane - może się spełni? Proszę o odpowiedź. Haqre

Czy horoskopy i tarot mówią prawdę?

Czy można wierzyć w duchy lub nadludzkie siły? Czy karty tarota mówią prawdę i czy można w nie wierzyć? Bardzo bym prosił o odpowiedź i wyjaśnienie. Konrad

Drodzy Haqre i Konradzie.
Na początek wymyśliłem scenkę. Ojciec mówi do swojego małego dziecka: - Jasiu, nie podchodź do pieca, jeśli nie chcesz się oparzyć. Baw się w drugim pokoju, tam jest bezpiecznie. - Niby dlaczego miałbym się sparzyć? Zapytam Pawła. On się zna, wczoraj zdał do przedszkola - pomyślał Jaś. Zastał kolegę w piaskownicy. - Pawle, ty dużo wiesz - ozwał się tymi słowy. - Tata zabrania mi bawić się gdzie chcę. Mówi, że się sparzę. Czy on ma rację? Paweł uniósł dostojnie swą mądrą głowę. - Ja ci przepowiem, czy ty się sparzysz, czy nie. Za pięć pokemonów - dodał przezornie. - Dobra. Więc jak? - Jasiowi z wrażenia zaświeciły się latarnie. Paweł pochylił się nad kupką piasku wysypanego z wiaderka. - Oj, co ja tutaj widzę... - zamruczał. Interesuje Was pewnie, co on tam widział? Informuj ę, że widział piasek z wiaderka. Ale to nie było ważne.

Chodziło o to, żeby Jaś myślał, iż Paweł widzi tam coś specjalnego. A najistotniejszy był fakt, że Jaś nabrał przekonania o nieuchronności tego, co ma się wydarzyć. A teraz hop!... i już jesteśmy przy horoskopach, tarotach, szklanych kulach, wróżkach, wirujących stolikach i innym tałatajstwie. Nie mówię, że to wszystko jest robieniem ludzi w balona czy innego bałwana. Nie, nie wszystko, ale w znacznej części. Z całą pewnością dotyczy to horoskopów. - Ale one się sprawdzają! - protestują zwykle ludzie. Jak mogą się sprawdzać, skoro są adresowane do wszystkich, którzy akurat raczą otworzyć gazetę? Ano, jednak mogą, bo są pisane w sposób ogólny. Ja też Wam machnę horoskop na jutro. Albo na pojutrze - wszystko jedno. Oto on:......................... (tu wpisz swój znak zodiaku - możesz być nawet hipopotamem urodzonym 30 lutego). No, lecimy: Przykrości i niepowodzenia, których doznałeś, niedługo się skończą. To dzięki oddziaływaniu kwadratury Słońca i Plutona. Ktoś do ciebie po kryjomu wzdycha, ale nie ma odwagi wyznać ci swoich uczuć. Przed tobą trudny egzamin, ale nie ulegaj panice.

Sprzyjający trygon Marsa pozwoli ci opanować stres. Dobrze ci zrobi ruch na świeżym powietrzu - stanowczo za mało dbasz o swoje zdrowie. Twój szczęśliwy kamień:................. (wpisz, co chcesz - będzie szczęśliwy, choćbyś wpisał nawet skamieniałe kozie bobki). I tak dalej. Sprawdzi Wam się. Nie dzisiaj, to jutro. Nie pytajcie, co to takiego trygon albo kwadratury czegoś tam. Odpisałem to z pierwszego lepszego horoskopu - nieźle brzmi, co? A! I jeszcze podpis autora: absolwent Studium Psychotroniki w Kuku, astrolog z wieloletnią praktyką - Kevin Miednica. Zostawmy horoskopy. Jak może wiecie, Kościół stanowczo sprzeciwia się praktykowaniu magii, wróżbiarstwa itd. Gdyby to było tylko nabieranie ludzi przez ludzi, to by pewnie ten sprzeciw nie był aż tak stanowczy. Tymczasem tu często ludzi nabierają złe duchy. Tak, Konradzie, nadludzkie siły istnieją. One są znacznie inteligentniejsze od nas. Nie jest dla nich żadnym problemem zapędzenie naiwnego homo sapiens w diabli róg. I robią to zawsze, kiedy człowiek przestaje się trzymać woli Bożej. A łażenie po różnych szarlatanach, spirytystach czy wróżbiarzach jest policzkiem wymierzonym Bogu. No bo co to ma być? Najmądrzejszy i kochający Ojciec wskazuje mi drogę, a ja pytam jakiegoś typa, czy nie jest to droga w maliny? Taki numer wywinęli nasi pierwsi rodzice: „A może Ty nas, Boże, oszukujesz?“ - i uwierzyli diabłu. Jak wiadomo, zrobili na tym taki interes, że do dzisiaj nam się po tym odbija. Wszyscy szarlatani od przepowiadania przyszłości wpędzają swoich klientów w przekonanie, że ich los MUSI się spełnić. No bo przecież co komu pisane... Bzdura! Wiara w tak zwane przeznaczenie narobiła mnóstwo szkód.

Bóg dlatego dał nam wolną wolę, żebyśmy mogli powiedzieć Mu „tak“. Ale siłą rzeczy możemy też powiedzieć „nie“. To naprawdę zależy od nas. Bóg nie każe Ci usiąść na krześle, ale Ci też tego nie zabroni. I jeśli siądziesz, nie myśl, że było Ci pisane, żebyś siadał, albo żebyś stał, jeżeli wstaniesz. Nie. Ty o tym zdecydowałeś. Nie możesz cofnąć tego, co było, to jednak, co przed Tobą, zależy od Twoich decyzji. Jeśli zdecydujesz się sprawdzać prawdomówność Pana Boga, zaglądając do szklanej kuli czy w karty, ujrzysz tam diabła w anielskim ubranku. Ale to będzie Twoja decyzja. I nie myśl, że było Ci „pisane“, żebyś tam poszedł. Pytacie, czy można bawić się tarotem albo zaglądać do horoskopu, jeśli się w to nie wierzy. Jeśli się naprawdę nie wierzy, to horoskopem pobawić się można, ale co znaczy Twoje, Haqre, „może się spełni“? „Nie wierzę, ale gdyby się sprawdziło, to...“ No właśnie - co? Odrzućcie zabobon, czyli te wszystkie czarne koty, niewitanie się przez próg, gadanie, że ślub w maju to coś tam itd. Wtedy możecie się bawić. Natomiast karty tarota wywaliłbym szerokim łukiem. One są trochę jak dziennik Voldemorta z „Komnaty Tajemnic“ - ten, który odpowiadał, kiedy się do niego coś wpisywało. Potem okazało się, że to był podstęp, który bohatera o mało nie pozbawił życia. Kiedy było już po wszystkim, profesor Dumbledore powiedział Harremu ważne słowa: „Nigdy nie ufaj czemuś, jeśli nie wiesz, gdzie jest tego mózg“. Otóż to. Karty tarota i im podobne rekwizyty należy tak właśnie traktować, bo ich „mózg“ pracuje nad zgubą ich użytkowników. W każdym razie nie radzę urywać się spod Ojcowskiej opieki. Na takich „urywaczy“ czekają informacje, które są kłamstwem nawet wtedy, kiedy się sprawdzają. Bóg mówi: „możesz“, diabeł - „musisz“.