Mistrz chodu religijnego

Franciszek Kucharczak

|

MGN 12/2004

publikacja 02.04.2012 23:10

Na kamienistej ziemi, nieopodal drogi wiodącej ku nadmorskiej Ostii, klęczał niemłody już, brodaty mężczyzna. Miał związane ręce. Dookoła stało kilku żołnierzy w grzebieniastych hełmach, a nieco dalej grupa gapiów.

Mistrz chodu religijnego Apostoł pogan jest zwykle przedstawiany z mieczem. Oznacza on nie tylko narzędzie męczeństwa, ale i siłę słowa Bożego. Święty Paweł, mal. El Greco

Nad pochylonym więźniem stanął w rozkroku kat z mieczem w ręku. Na dany znak zamachnął się i stalowe ostrze spadło na kark brodatego mężczyzny. Po ziemi potoczyła się głowa wielkiego apostoła, Pawła z Tarsu.

Zdarzyło się to za murami Rzymu około roku 67. Pewnie tak to wyglądało, choć nikt nie spisał żadnej relacji. A jeśli spisał, znikła w zawierusze, która opanowała największe wówczas miasto świata. Rozpętał ją na wpół obłąkany cesarz Neron. Obawiał się gniewu Rzymian, którzy obwiniali go o spowodowanie potężnego pożaru stolicy, więc oskarżył o to chrześcijan. Wyznawców Chrystusa sporo już było w mieście, ale ludzie mało o nich wiedzieli. – Kto wie, co oni tam knują, jak się tak spotykają – opowiadały sobie przekupki. – Jakieś tajemnice, wiecie, podobno piją krew! A skąd by ją mieli? Najpewniej wytaczają ją z małych dzieci. I oddają cześć oślej głowie! – narastały plotki. Wystarczyło oskarżenie, a wściekłość opanowała tłumy mieszkańców. Zaczęło się prześladowanie, w którym zginęły setki i tysiące wierzących. Wśród nich także Paweł. To głównie dzięki niemu w Rzymie było tak wielu chrześcijan.

A to zdrajcy
Jeszcze 30 lat wcześniej nic na to nie wskazywało. Przeciwnie. Szaweł – bo tak się wtedy nazywał – nienawidził chrześcijan. Gardził nimi, bo uważał, że bluźnią Bogu. – Cześć dla człowieka, i to ukrzyżowanego jak jakiś bandyta! Przecież to hańba dla żydostwa! – wściekał się. On kochał swój naród. Był jednym z faryzeuszy, gorliwych i wykształconych Żydów, ale bardziej od wielu z nich fanatycznym. Drobiazgowo przestrzegał sześciuset trzynastu faryzejskich przykazań, zachowywał posty, obchodził przepisane święta. Umysł miał otwarty i łatwo chłonął nauki. A uczył się u najlepszych, nawet u wielkiego rabbiego Gamaliela. Nabył od niego wiedzę, ale nie naśladował go w ostrożnym w ocenianiu ludzi i zdarzeń. Dla Szawła „chrześcijanin” oznaczało „zdrajca” i koniec. Miał trzydzieści lat, gdy wyruszył do Damaszku, żeby ścigać wyznawców Jezusa. W drodze spadła na niego oślepiająca jasność. Powalony na ziemię zobaczył Jezusa. To było ponad jego pojęcie. – Dlaczego Mnie prześladujesz? – usłyszał. Od tej chwili wiedział już, że Jezus jest królem świata. Oślepionego Szawła zaprowadzono do Damaszku. Tam spotkał go niejaki Ananiasz, który położył na nim ręce. Po modlitwie Szaweł odzyskał wzrok i został ochrzczony. Kiedy jako Paweł wychodził z wypełnionej wodą cysterny, był już nowym człowiekiem. Wiedział, że Jezus czegoś od niego oczekuje.

Poganin niech wejdzie
Miał nawracać pogan. Dotąd bowiem apostołowie nie wiedzieli, jak należy traktować tych, którzy chcieli przyjąć chrzest, a nie byli Żydami. Sądzili, że muszą poddać się obrzezaniu i innym przepisom żydowskiego Prawa. Dla pogan to było prawie niemożliwe do przyjęcia. Paweł zrozumiał, że prawdziwi czciciele Boga to ci, którzy są przy Nim sercem. Wybrał się więc do Jerozolimy, żeby spotkać się z Piotrem i innymi apostołami. Tam zapytał ich, czy ma rację. Zebrani orzekli, że tak. To była wielka chwila dla chrześcijaństwa. Od tej pory wstęp do Kościoła został szeroko otwarty dla wszystkich nawróconych.

Listy z ogniem
Paweł wyruszył na misje. Pieszo przemierzył tysiące kilometrów. Nie wszędzie go słuchano, ale on się tym nie przejmował. Gnało go wciąż naprzód przekonanie, że dla Jezusa trzeba zdobywać świat. Wiedział, że nie może tkwić w miejscu, że Dobrą Nowinę trzeba głosić z dachów, a nie zaszywać się z nią w ciemnych kątach. Kiedy dotarł do Aten, ujrzał tam ołtarz, który Grecy wystawili na wszelki wypadek, gdyby był jeszcze jakiś bóg z „ekipy Zeusa”, a oni o tym nie wiedzieli. Paweł postanowił to wykorzystać. – „Mężowie Ateńczycy – zaczął – widzę, że jesteście bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: »Nieznanemu Bogu«. Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając”. I opowiedział zebranym o prawdziwym Bogu. Kiedy doszedł do zmartwychwstania, Ateńczycy wyśmiali go, bo coś takiego nie mieściło im się w głowach, a naród filozofów takich rzeczy nie tolerował. Ale byle kogo w ogóle by nie słuchali. Paweł nie zrażał się niczym. Trasę jego podróży znaczyły powstające gminy chrześcijańskie. Potem do założonych przez siebie Kościołów pisał listy. Są pełne ognia. Widać w nich zapał Pawła i jego gorące przekonanie, że głosi naukę w imieniu Jezusa. Te listy staną się w przyszłości częścią Biblii.

Miliardy źródeł
Wierni staremu Prawu Żydzi coraz częściej atakowali Pawła. Byli nawet tacy, którzy złożyli ślub, że go zabiją i tylko rzymscy żołnierze ochronili go przed zasztyletowaniem. Paweł kilka razy ocalał dzięki rzymskiemu prawu, bo sam, jako urodzony w Tarsie, był obywatelem Rzymu. A obywatel Rzymu miał przywileje. Na przykład nie wolno go było bez sądu biczować ani stosować tortur. Rzymianin mógł się też w sprawie sądowej odwołać do samego cezara. Tak też zrobił Paweł. Z Jerozolimy odesłano go pod eskortą do Rzymu. Po drodze przeżył sztorm i wylądował na Malcie . Tam tubylcy wzięli Pawła za boga, bo widzieli, jak ukąsiła go żmija, a nic mu się nie stało.

W Rzymie mieszkał pod strażą, ale w dość dobrych warunkach, mógł więc pisać i spotykać się z chrześcijanami. Nie zapisano, jak skończyła się sprawa sądowa, ale wiadomo, że kiedy wybuchły prześladowania, Paweł znalazł się wśród ofiar. Później znaleziono krótki list, który Paweł wysłał z więzienia do swojego ucznia Tymoteusza. „Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” – pisał. Jeszcze raz obywatelstwo rzymskie „przydało się” Pawłowi. Obywatela nie wolno było ukrzyżować. Jeśli skazano go na śmierć, miał zostać ścięty mieczem poza miastem. Dlatego egzekucja Pawła nastąpiła za bramą. Legenda mówi, że głowa Pawła trzy razy odbiła się od ziemi, a z miejsc, które dotknęła, trysnęły trzy źródła. Tak naprawdę dzięki życiu i śmierci świętego Pawła na świecie trysnęło wiele źródeł. Miliardy. Tyle, ile jest chrześcijańskich serc. Podróże św. Pawła   Podróże św. Pawła