Droga, światło, życie, prawda w 100%, wypłyń na głębię, dzieciak, twoja legenda czeka, głowa do góry, podnieś się i nie zwlekaj, proś, a otrzymasz, kołacz, a otworzą, pamiętaj te słowa, myśl sercem nie głową, z godnością przed siebie krocz obraną drogą zawsze do przodu, niech Bóg będzie z tobą, Elo, niech Bóg będzie z tobą.
Polscy hip-hopowcy Łukasz Kwiatkowski (Kwiat), Piotr Madera (Wezyr) i Marcin Świątlicki (Bożek) u Ojca Świętego. Papież przyjął ich na specjalnej audiencji 25 stycznia tego roku.
Chłopcy zatańczyli na marmurowej posadzce watykańskiego pałacu. Papież uważnie przyglądał się każdemu ruchowi tancerzy. Na znak podziwu unosił w górę ręce. Nazwał ich artystami, pobłogosławił i prosił, żeby byli wierni dobru.
fot. EAST NEWS
– Jezus! Jezus! – skandują ze sceny chłopcy w szerokich spodniach i w bluzach z kapturami. Tłum pod sceną rozdziawia gęby ze zdziwienia. Hip- -hopowcy mówią o Bogu? – To nowy język, którym głosi się Ewangelię! – śmieje się ubrany w niebieski dres Maciek. – To moja kultura. Jestem klerykiem, wiesz? – dodaje ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu. – A to mój brat Tadziu. Od wielu lat tańczy breakdance. Jest w tym dobry. Chłopcy cieszą się jak dzieci. – Wreszcie coś się zaczęło dziać! – mówią. Przyzwyczajeni jesteśmy do rymowanek o ławeczce pod blokiem, ogromnej nudzie i paleniu trawy. A tu nagle wyskakują kolesie z takimi Bożymi tekstami.
Żołnierze Pana
Nie śpiewają piosenek wyssanych z palca. Opowiadają o Bogu, którego sami poznali. Vinetu, jeden z członków Żołnierzy Pana, pochodzi z Warszawy. W jego domu rodzice prawie codziennie się kłócili. Siedział skulony w samym środku tych awantur. W podstawówce już pierwszego dnia wdał się w bójkę i został pobity. – Dzieci śmiały się ze mnie – opowiada – bo nie miałem drogich sweterków i butów Nike. Takie życie! Wierzyłem w Boga, ale i tak wszystko robiłem po swojemu. W końcu znalazłem hip-hop – mówi dalej. Ta muzyka pomogła mi wyrazić to, co czułem. Przynajmniej tak wtedy myślałem. Zaczęło się od pierwszych niewinnych narkotyków w szkole podstawowej. Potem Vinetu chodził na mecze, a cały wolny czas spędzał z kolegami na ulicy. Coraz więcej palił. Nawet skręty z marihuaną. – Dzień po moich urodzinach zmarł ojciec – wspomina. – A ja? Brnąłem dalej! Pojawiły się kluby, bunt przeciw wszystkiemu i wreszcie pierwsze nagrane kawałki w studio.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł