Książę był bardzo słaby, ale przytomny. Wyspowiadał się. Chciał uklęknąć, żeby przyjąć komunię, ale nie mógł wstać z łoża. Dał znak sługom, żeby mu pomogli. Klęczeć jednak też już nie miał siły. Przyjął komunię podtrzymywany pod ramiona. Chwilę potem zaczął konać.
Jarema pod Beresteczkiem. Książę był największym bohaterem ówczesnej Polski.
– Powinienem umrzeć na koniu, w bitwie – wyszeptał. Była niedziela 20 sierpnia 1651 roku, gdy książę wojewoda ruski, Jeremi Wiśniowiecki zmarł.
Za resztki pieniędzy zaciągnął nowych żołnierzy i okopał się w Zbarażu. Chciał dać czas królowi na zebranie armii, która mogłaby zagrodzić Chmielnickiemu drogę do Warszawy. 11 lipca 1649 roku Zbaraż okrążyła przeszło 150-tysięczna armia kozacko- tatarska. Na jednego Polaka wypadało dziesięciu przeciwników. Przez sześć tygodni trwała mordercza walka pełna szturmów, szarż, wypadów, podkopów. Gdyby nie uwielbienie żołnierzy dla księcia, nikt nie przetrzymałby tego oblężenia. Kiedy załoga zaczęła wymierać z powodu chorób i głodu, znalazł się śmiałek, Mikołaj Skrzetuski, który przekradł się do króla i w ten sposób przyspieszył nadejście odsieczy. Gdy książę na czele wynędzniałej załogi Zbaraża stanął przed obliczem króla, był już bohaterem. Śpiewano o nim pieśni, a matki opowiadały dzieciom „o wielkim kniaziu wojewodzie”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł