Był wieczór któregoś dnia 1942 roku. Za stołem w domu państwa Fauvel siedział niemłody, łysy mężczyzna, uciekinier z niemieckiej niewoli. – Europa musi się zjednoczyć. Dla pokoju. I dla dobrobytu – powtarzał.
Robert Schuman
Gospodarze nie rozumieli, jak można mówić takie rzeczy w samym środku wojny. – Uważaliśmy go za niespełna rozumu – powie potem pani Fauvel. Ten człowiek to Robert Schuman. Już przed wojną był znanym politykiem chrześcijańskim. W młodości jednak myślał o tym, żeby zostać księdzem. W rozterce napisał list do swojego przyjaciela Henriego Eschbacha. Ten odpisał: „Religia i ojczyzna potrzebują Cię jako człowieka odważnego. Nie potrafię sobie wyobrazić lepszego apostoła od Ciebie... Pozostaniesz w stanie świeckim. Mam wrażenie, że święci przyszłych czasów będą świętymi w cywilnym garniturze”.
A walczyły właśnie o te bogactwa, które teraz miały się stać wspólne. – W ten sposób uniemożliwimy wojny między państwami, które przyłączą się do takiej wspólnoty – tłumaczył Schuman. Miał nadzieję, że kiedyś do tej wspólnoty przyłączą się inne państwa, również te, które wtedy – jak Polska – jęczały pod butem Rosji Radzieckiej. A nowa wojna wisiała w powietrzu. Komunistyczna Rosja miała broń atomową i apetyt na władzę nad całym światem. Wolny świat musiał się więc zjednoczyć. Robert Schuman postanowił swój plan ogłosić 9 maja 1950 roku. Był wtedy ministrem spraw zagranicznych Francji.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł