Potrzebny szew

Franciszek Kucharczak

|

MGN 02/2004

dodane 27.03.2012 01:01

Przez pierwszych trzysta lat istnienia Kościoła wyznawcy Jezusa znosili prześladowania, ginęli w męczarniach albo ukrywali się całymi latami.

Potrzebny szew   Potem, gdy rzymski cesarz Konstantyn Wielki porzucił pogaństwo i uczynił chrześcijaństwo religią państwową, wszystko się zmieniło. Odtąd on sam dbał o rozszerzanie się chrześcijaństwa. Ponieważ przeniósł się na Wschód, do swojej nowej stolicy w Konstantynopolu, tamtejszy Kościół stał się bardzo ważny. Nadal jednak wszyscy uznawali pierwszeństwo biskupa Rzymu, czyli papieża. Kiedy pojawiały się spory, zwoływano sobory, czyli zgromadzenia biskupów, na których rozstrzygano, jak należy wierzyć, żeby nie wykrzywić nauki Jezusa. Pierwszy taki sobór zebrał się w Nicei w roku 15 325, w odpowiedzi na poglądy kapłana o imieniu Ariusz, który uważał, że Jezus nie był Bogiem. Jego naukę, nazwaną arianizmem, przyjęło jednak wielu ludzi, zwłaszcza z plemion germańskich. Po kilkuset latach arianizm zaniknął, ale rozłamy pojawiały się nadal.

Konstantynopol, kwiecień 428 roku
– Słyszeliście, co ten nowy patriarcha mówił? – wykrzykiwali mieszkańcy Konstantynopola.Wczoraj w kościele powiedział, że Maryja nie była matką Boga, tylko człowieka! – opowiadali sobie z oburzeniem na ulicach i między straganami. Cesarz Bizancjum mianował właśnie nowym biskupem swojej stolicy Nestoriusza. Ten gorliwy, ale gwałtowny człowiek był wcześniej mnichem w Antiochii. Stamtąd przyniósł przekonanie, że w Jezusie Chrystusie były jakby dwie osoby. Wydawało mu się rzeczą niemożliwą, żeby Bóg był jednocześnie człowiekiem. Zawsze się gniewał, kiedy ktoś Dzieciątko Jezus nazwał Bogiem. – Jak niemowlę mogło być Bogiem! – wymachiwał rękami.

Uważał, że Maryja urodziła człowieka, w którego potem wszedł Bóg. Kiedy jego poglądy stały się głośne, zwołano na rok 431 sobór do Efezu. Zebrani tam biskupi orzekli, że Nestoriusz nie ma racji, bo Jezus jest Bogiem i człowiekiem w jednej osobie. Cesarz odwołał Nestoriusza ze stolicy biskupiej i wygnał. Niektórzy chrześcijanie z Syrii i Persji jednak nie przyjęli tego orzeczenia i założyli własny Kościół. Nestorianie – bo tak ich nazwano – do dziś istnieją w niewielkiej liczbie w Iraku, Iranie i Syrii. Mają swoją liturgię, tzw. ryt chaldejski.

Potrzebny szew   Po soborze w Chalcedonie od Kościoła powszechnego odłączyły się Kościoły monofizyckie, które nie chciały przyjąć jego uchwał. Chalcedon, październik 451 roku
Na środku obszernej sali stał siwowłosy mężczyzna i uroczystym głosem odczytywał uzgodnioną właśnie formułę: „Jeden i ten sam Chrystus Pan, Syn Jednorodzony, ma być uznany w dwóch naturach bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału i bez rozłączenia”. Przysłuchiwało mu się 500 biskupów w obecności bizantyjskiego cesarza.

Na zewnątrz kłębił się tłum ciekawskich, z trudem powstrzymywany przez cesarskie służby. Kończył się czwarty sobór powszechny, tym razem zebrany, żeby wyjaśnić, czy Jezus ma dwie natury – boską i ludzką. Biskupi spotkali się w Chalcedonie z powodu nauk mnicha Eutychesa, który podkreślał bóstwo Jezusa, lekceważąc to, że był On też człowiekiem.

– Człowieczeństwo Jezusa zostało pochłonięte przez boskość, jak kropla miodu przez morze – mówił. Kiedy sobór orzekł, że Jezus ma dwie natury, wydawało się, że problem został załatwiony. Jednak część wierzących nie uznała tego orzeczenia. Wskutek tego powstały tzw. Kościoły monofizyckie, istniejące do dziś w Syrii, Armenii i w Etiopii. Po upływie półtora tysiąca lat okazuje się, że dziś Kościoły te wiarą w Chrystusa nie różnią się od Kościoła katolickiego.

Marek Masalski   Marek Masalski
prezes Fundacji Eleos, członek Kościoła prawosławnego
fot. GRZEGORZ DĄBROWSKI / AGENCJA GAZETA
Marek Masalski

prezes Fundacji Eleos
członek Kościoła prawosławnego

Nigdy nie miałem problemu z tym, że jestem prawosławny. Cała moja rodzina jest prawosławna. Staramy się zachować naszą wiarę, tradycje – to dla nas najważniejsze. Myślę, że jeśli człowiek potrafi ochronić i zachować te wartości, jest szczęśliwy. Czuję się takim człowiekiem. Moje dzieci – mam ich trójkę – żywo uczestniczą w życiu Kościoła. Synek jest ministrantem (posłużnikiem), a starsza córka śpiewa w chórze. Nigdy nie dotknęły mnie jakieś niewłaściwe zachowania katolików.

Dla mnie i dla mojej rodziny jest to obce. Natomiast słyszałem o różnych nieporozumieniach. Myślę, że bardziej wynikają one z relacji panujących wśród chrześcijan. Wierzę, że będzie dobrze, jeśli każdy będzie wierny swojej religii, będzie żył według zasad swojej wiary i tak wychowywał swoje dzieci. Katolikom zazdroszczę dyscypliny w podejściu do nabożeństw, do swojego Kościoła. Często jest tak, że w Kościele katolickim procentowo więcej ludzi uczestniczy w niedzielnych nabożeństwach niż w Kościele prawosławnym. Chciałbym, żeby w cerkwiach było nas więcej.

Konstantynopol, 16 lipca 1054 roku
Potrzebny szew   Hagia Sophia – kościół Bożej Mądrości w Konstantynopolu. Ta najwspanialsza świątynia Wschodu pamięta tysiąc lat chrześcijańskiego Bizancjum. To w niej w 1054 roku dokonał się podział chrześcijaństwa na Kościół katolicki i prawosławny. W ogromnej bazylice Mądrości Bożej zadudniły szybkie kroki mężczyzny w długich szatach. Jego ruchy i ściągnięta gniewem twarz zdradzały wzburzenie. Podszedł do wielkiego ołtarza i w obecności kapłanów oraz wiernych rzucił na stół zwinięty pergamin z pieczęcią. Nie wiedział, że tysiąca lat nie starczy, żeby odwrócić to, co w tym momencie się stało. Mężczyzna nazywał się Humbert Silva Candida. Był kardynałem, wysłannikiem papieża, a pismo, które zostawił na ołtarzu, było klątwą na Michała Cerulariusza – patriarchę Konstantynopola. Kiedy kardynał wyszedł na zewnątrz, otrząsnął sandały z kurzu na znak, że nie chce mieć nic wspólnego z nieposłusznym Rzymowi duchownym. – Niech Bóg na mnie spojrzy i mnie osądzi! – zawołał.

Dosiadł konia i opuścił stolicę Bizancjum. Michał Cerulariusz nie chciał się podporządkować papieżowi. Zarzucał Kościołowi na Zachodzie, że używa hostii z niekwaszonego chleba i że chce zakazać kapłanom zawierania małżeństw. Były jeszcze poważniejsze sprawy, które od dawna dzieliły Wschód i Zachód, zwłaszcza spór o pochodzenie Ducha Świętego. Pierwsi twierdzili, że od Ojca przez Syna, drudzy, że od Ojca i Syna. Oto tłukły się po głowach nawet przekupki w Konstantynopolu. Mimo to Kościół trwał w jedności aż do tego momentu. Patriarcha Michał gardził „barbarzyńcami z Zachodu”. Uważał, że Bizancjum powinno przewodzić Kościołowi, a nie Rzym.

Był dumny i wyniosły. Niestety, wysłannik papieża, który przybył, żeby przywołać patriarchę do porządku, miał podobny charakter, a w dodatku był porywczy. Obrażony przez Michała, rzucił na niego klątwę. Następnego dnia patriarcha odwzajemnił się tym samym. Rozłam Kościoła Wschodniego i Zachodniego stał się faktem, a wzajemne klątwy zostały zdjęte dopiero w 1960 roku. Od 1054 roku Kościół podzielił się na katolicki i prawosławny.

Jerzy Buzek   Jerzy Buzek
premier RP w latach 1997 – 2001, członek Kościoła ewangelickiego
fot. WOJCIECH OLKUŚNIK / AGENCJA GAZETATo,
Jerzy Buzek

premier RP w latach 1997 – 2001
członek Kościoła ewangelickiego

To, że nie jestem katolikiem, dzisiaj na pewno nie utrudnia mi życia. Nawet przeciwnie. Często, gdy jestem w jakimś towarzystwie, a niemal zawsze jestem sam wśród katolików, spotykam się z sympatią i życzliwym zainteresowaniem.

Gdy ludzie pytają: „A jaka to różnica, ewangelik czy katolik?” odpowiadam, że jeżeli chodzi o żarliwość w wyznawaniu wiary, to nie ma żadnej różnicy.

Przyjmują to z ulgą i zadowoleniem. Pamiętam, kiedyś nie było tak dobrze. Sobór Watykański II zmienił tu bardzo wiele.

Czterdzieści lat temu, jeszcze przed soborem, pojawiały się pytania zupełnie inne: „Czy ewangelicy w ogóle wierzą w Boga?”, „Czy mają też jakąś Biblię?”. Dzisiaj jest inaczej. Wiele dobrego dla jedności chrześcijan zrobił papież Jan Paweł II.

 

Wittenberga, 31 października 1517 roku

Wittenberga, 31 października 1517 ro

Stuk, stuk, stuk! Uderzenia młotka, który trzymał zakonnik ubrany w czarny habit, nie były głośne, a jednak ich echo miało wkrótce wstrząsnąć całym kontynentem. To augustiański mnich Marcin Luter, doktor teologii, przybijał do drzwi katedry w Wittenberdze swoje 95 tez. Coraz gorzej działo się w Kościele. Biskupi byli wielkimi panami i rzadko zajmowali się tym, co do nich należało. Kolejnych papieży łatwiej było zastać na polowaniach niż w kościele. Jeśli jednak byli w kościele, to raczej po to, żeby doglądnąć pracujących tam artystów, niż żeby się pomodlić. Wznoszenie budowli i utrzymywanie dworów kosztowało, więc w teren ruszyli kaznodzieje, żeby zachęcać ludzi do kupowania odpustów.

Potrzebny szew   Marcin Luter (1483-1546) jest uważany za ojca reformacji, wskutek której od Kościoła katolickiego odłączyły się Kościoły protestanckie. Mówili, że darowanie kar za grzechy można nabyć za pieniądze. Kiedy dowiedział się o tym Marcin Luter, wpadł w gniew i napisał słynne tezy przeciw nadużywaniu odpustów. Miał rację, ale odrzucił tam też odpusty w ogóle, a to już było niezgodne z nauką Kościoła. Tezy rozeszły się po Niemczech błyskawicznie. Wiadomość o tym dotarła do Watykanu. Luter dostał wezwanie do stawienia się w Rzymie. Nie zrobił tego, a w zamian wysłał odpowiedź, w której widać już było, że nie uznaje władzy papieża. Potem ogłosił, że Pismo święte i sakramenty należy rozumieć inaczej niż głosi Kościół. Wielu ludzi, zwłaszcza w Niemczech, poparło te poglądy.

Lawina wydarzeń ruszyła. Papież Leon X w specjalnym dokumencie, zwanym bullą, wezwał Lutra do odwołania jego nauk. Ten jednak ogłosił papieża antychrystem i publicznie spalił bullę. – Ponieważ sprawiłaś zamieszanie prawdy Bożej, niechaj cię pochłonie dzisiaj Pan przez ten ogień! – wołał, rzucając dokument w płomienie. Papież w odpowiedzi wyłączył Lutra z Kościoła. On z kolei zaczął publikować pisma, w których odrzucił większość sakramentów i uznał tylko chrzest, pokutę i Eucharystię. W tym czasie nowym papieżem został Hadrian VI, człowiek pobożny i surowy w obyczajach.

Swojemu wysłannikowi na sejm do Niemiec dał takie wskazówki: „Powiesz im, że Bóg ciężkie czasy dopuścił z powodu grzechów ludzkich, a przede wszystkim kapłanów i przełożonych Kościoła. Wiemy dobrze, że na tej świętej stolicy już od kilkunastu lat miały miejsce liczne sprawy godne potępienia, nadużycie władzy i spraw duchowych. Poręczysz w naszym imieniu, że dołożymy wszelkich starań, aby zreformować przede wszystkim tę kurię papieską, z której prawdopodobnie wszystko zło wzięło początek”. Hadrian VI jednak zmarł rok po wyborze na Stolicę Piotrową. Nic już nie mogło powstrzymać rozłamu. Na zachodzie Europy opustoszały klasztory, z kościołów zniknęły obrazy i figury świętych, duchowni zaczęli się żenić. Zaczynało powstawać nowe wyznanie chrześcijańskie – protestantyzm. Zwolennicy Lutra utworzyli Kościół, zwany dzisiaj ewangelicko-augsburskim.

Paryż, jesień 1533 roku
Szczupły, czarnowłosy mężczyzna z krótko przystrzyżoną brodą pochylał się nad książką. – Ależ tak! To właśnie tak! – wyrzykiwał co chwila, nie podnosząc głowy. To Jan Kalwin, Francuz, czytał otrzymane właśnie pisma Marcina Lutra. Po latach powie że w tym momencie nastąpiło jego „natychmiastowe nawrócenie z papieskich ciemności”. – Bóg sam włożył wtedy ręce na moją głowę i powołał na służbę Kościoła! – opowiadał z emocją. Nie był to jednak Kościół katolicki, tylko taki, który on sam założył.

Potrzebny szew   Król Henryk VIII (1491-1547) oderwał Anglię od Kościoła katolickiego, tworząc Kościół anglikański. W jego tworzeniu skorzystał z nauk Lutra, ale częśç z nich zmienił i dołożył swoje. Wygnany z Francji, osiedlił się w Genewie, w której zaprowadził twarde rządy swojego wyznania. Genewczycy musieli pod przysięgą zobowiązaç się do przestrzegania ustalonych przez Kalwina praw i surowej dyscypliny.

Za niektóre grzechy rada miejska więziła sprawców, a niektórych skazywała nawet na śmierç. Surowe kary groziły też tym, którzy ośmieliliby się zachowywaç jakiekolwiek katolickie zwyczaje. Kalwin zniósł wszystkie obrzędy liturgiczne, zachował tylko kazania, modlitwę i śpiew psalmów, a ponadto komunię w każdą niedzielę. Kościół założony przez Jana Kalwina szybko się rozprze-strzenił we Francji, Anglii, Szkocji, Pol-sce, na Węgrzech, w Niderlandachto istnieje do dzisiaj jako Kościół sce, na Węgrzech, w Niderlandachto istnieje do dzisiaj jako Kościół

Londyn, 23 maja 1534 roku

„W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” – błogosławił młodą parę prymas Anglii, Tomasz Cranmer. Błogosławieństwo jednak było dosyć wątpliwe, bo „pan młody”, król Henryk VIII, zawierał małżeństwo z damą dworu, Anną Boleyn, wbrew zakazowi papieskiemu. Rzym nie zgodził się na unieważnienie pierwszego małżeństwa, o co zabiegał Henryk.

Król nakazał więc unieważnić ten związek prymasowi, co ten usłużnie, ale bezprawnie, zrobił. Papież w odpowiedzi ekskomunikował angielskiego monarchę. Król ogłosił więc zerwanie z Rzymem, a samego siebie uznał za głowę Kościoła. Katolicka Anglia z dnia na dzień stała się krajem protestanckim. Niewielu się sprzeciwiło, bo karą za to była śmierć poprzedzona torturami. Z początku Kościół angielski zachowywał zwyczaje katolickie, stopniowo jednak przejmował coraz więcej zasad protestanckich. Ostatecznie, po wielu burzliwych zmianach, ukształtował się Kościół, zwany dziś anglikańskim.

Wyznanie protestanckie dzieliło się na kolejne odłamy, aż ich liczba doszła do kilkuset. Dopiero sto lat temu chrześcijanie z Kościołów ewangelickich postanowili zahamować ten rozpad. Widzieli, jak gorszące są podziały zwłaszcza na misjach. – A dlaczego poprzedni misjonarz mówił co innego, a ty mówisz co innego? – słyszeli nie-raz od ludzi, którym opowiadali o Jezusie.

Powstała więc Światowa Rada Kościołów, do której dziś należy ponad 340 Kościołów. Do ruchu jednoczenia chrześcijan, zwanego ekumenizmem, przyłączył się też Kościół katolicki. Od tego czasu katolicy i chrześcijanie innych wyznań zaczęli się spotykać i razem się modlić. Zaczęli widzieć, że mimo podziałów łączy nas wspólny chrzest i wspólna wiara w Jezusa Chrystusa.