NASA zapowiada, że za kilkanaście lat założy bazę na Księżycu. Ma to być przystanek w drodze na Marsa
Na ostatnim zdjęciu szczęśliwy powrót do domu. Lądownik wrócił na orbitę okołoziemską i stamtąd – jak Apollo 36 lat temu – na spadochronach opada na powierzchnię naszej planety.
GRAFIKI DZIĘKI UPRZEJMOŚCI NASA/JPL
Kiedy padły słowa „Orzeł wylądował”, ludzi zebranych w centrum dowodzenia lotu ogarnął szał radości. Wszyscy zgromadzeni na miejscu i wielu widzów rozwijającej się dopiero telewizji miało łzy w oczach. A potem słowa Armstronga: – To mały krok człowieka – wielki dla ludzkości. Powiedział to, gdy jako pierwszy człowiek dotknął stopami Księżyca. Było to 21 lipca 1969 r.
Najważniejsze bezpieczeństwo
Rakieta nośna jest podobna do tej, która wynosi na orbitę wahadłowce. Pojazd startuje za pomocą silnika na paliwo stałe. Potem napęd przejmują silniki główne pojazdu. Rakieta, która będzie używana do wynoszenia na orbitę zapasów, wygląda podobnie, tylko jest większa. Dlatego potrzebuje dwóch silników na paliwo stałe, po których zaczyna pracę aż pięć takich silników jak w promie kosmicznym. Ta moc pozwala na wyniesienie na orbitę 125 ton. Ten uniwersalny system będzie używany do przewożenia ładunków, i umieszczania na orbicie części, które mają być dalej przetransportowane na Księżyc, czy Marsa. Oczywiście rakieta towarowa może być też – po niewielkich modyfikacjach – używana do lotów załogowych. Największą zaletą systemu jest to, że, jak twierdzą konstruktorzy, jest on 10 razy bezpieczniejszy niż prom kosmiczny. Kapsuła, w której startują astronauci, jest umieszczona w specjalnej minirakiecie ratunkowej, która może być w każdej chwili startu, w razie jakichkolwiek problemów, odpalona. Dzięki temu, że znajduje się ona na samej górze rakiety, nie ma obaw, że uderzy w nią jakiś element, który mógłby odpaść z rakiety nośnej, a taki wypadek spowodował katastrofę wahadłowca Columbia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł