Nie ma życia bez Eucharystii

Marcin Jakimowicz

|

MGN 12/2005

publikacja 25.03.2012 10:02

Opowiadają Adam Szewczyk, gitarzysta i kompozytor piosenek oraz Magda Anioł

Bóg do mnie przemówił!
Miałem ostatnio trudny czas. Czułem się niespokojny, zagrożony. Któregoś dnia wziąłem do łóżka Biblię. Nie czytałem. Po prostu przytuliłem się do niej. Nie pamiętam, kiedy zasnąłem. Obudziłem się. I znów ten sam lęk. Pierwsza myśl poleciała do Boga. – Panie błagam, zrób coś z tym. Uzdrów mnie i moje życie. Nie chcę się bać – prosiłem. Choć bardzo mi się nie chciało, zwlekłem się z łóżka i poszedłem do kościoła. Gdy wychodziłem z klatki schodowej, w mojej głowie pojawiła się myśl: „Zadbaj o królestwo Boże, a wszystko inne będzie ci dane”. – No tak – pomyślałem – to by się zgadzało, bo dbam raczej o swoje własne królestwo. Codziennie drżę, by nie runęło całkowicie. Wydaje mi się, że od moich wysiłków wszystko zależy. Wszedłem do kościoła. Jak zwykle zająłem miejsce z tyłu, przy oknie. Rozpoczęła się Msza. Już pierwsze czytania dotyczyły znajomych problemów. Przed Ewangelią przypomniałem sobie zdanie: „Zadbaj o królestwo...”. – Może Pan potwierdzi to Słowo?... – pomyślałem. Kapłan zaczął czytać. Usłyszałem o ptakach, które nie sieją i nie żną, a Ojciec niebieski je żywi. Słyszę o kwiatach, które nie dbają o strój, a Pan je cudownie przyodziewa. Czułem, jak wypełnia mnie pokój. W końcu kapłan dochodzi do końca czytania: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt, 6, 33). Ciarki przeszły mi po całym ciele. Nie miałem wątpliwości. Bóg do mnie przemówił. Zrozumiałem, że jest cały czas obok mnie. To, że jest mi ciężko, że się boję, że wątpię, że upadam, przegrywam, wcale nie znaczy, że Bóg mnie opuścił. Wręcz przeciwnie. Bądź błogosławiony, Panie!

Msza lepsza niż kino
Nowoczesne kina to prawdziwe świątynie rozrywki. Wchodząc do środka, od razu czujesz, że jesteś kimś. Kolory, światła, dynamiczna muzyka oszałamiają. Wszystko po to, byś uległ wrażeniu, że uczestniczysz w czymś wyjątkowym. Uśmiechnięta pani w kasie życzy miłego seansu. Dostajesz miejsce z wygodnym, lotniczym fotelem. Z boku masz miejsce na colę. Przed tobą olbrzymi ekran. Wokół najnowocześniejsze systemy dźwiękowe. Jest tylko jedno „ale”. To wszystko fikcja. Fikcja spreparowana w studiach filmowych, na ekranach komputerów, przed kamerami. Potwory to jedynie wytwór wyobraźni. Historie są zazwyczaj zmyślone i nieprawdopodobne. Bohaterowie filmów to tylko aktorzy, którzy udają, że płaczą, że się śmieją, że są superbohaterami, że fruwają i że ze wszystkim sobie radzą. Za kinowym ekranem jest pustka. Inaczej jest podczas Mszy świętej. Tam wszystko dzieje się NAPRAWDĘ. Podczas każdej Mszy NAPRAWDĘ uobecnia się największy z cudów – cud eucharystyczny. W kinie, choć widać i słychać, tak naprawdę nie ma nic. Podczas Mszy świętej, choć nie widać i nie słychać, jest wszystko, bo NAPRAWDĘ jest Bóg Chrześcijaństwo to najcudowniejsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się światu. Czasami jest trudne, mogę się w nimi pogubić, ale czuję mocno: nie ma nic piękniejszego!

Msza jest wpisana w mój grafik

Powiedz szczerze: nie nudzisz się na Mszy?
– Nie. Staram się słuchać słowa Bożego. Choć ostatnio złapałam się na tym, że myślę, jakie będę urządzała konkursy na urodzinach Dominiki (śmiech). Często jestem rozkojarzona, ale nie nudzę się. Dlaczego? Bo staram się iść na Mszę z nastawieniem, że chcę spotkać się z samym Jezusem. To jest czas dla Niego.

Jest Msza, a ty nie możesz przystąpić do Komunii… Co czujesz?
– Oj, rzadko są takie sytuacje. Bo bardzo dbam o to, by od razu po grzechu pójść do spowiedzi. Msza bez Komunii jest smutniejsza – jej najważniejszy moment jest odebrany. Kiedyś pomyślałam sobie, co ludzie pomyślą, gdy zobaczą, że nie idę dziś do komunii? Ale przestraszyłam się tej myśli. Bo ja nie mam patrzeć na ludzi, tylko na Boga. Co Jezus pomyśli, gdy nie podejdę i nie przyjmę Jego ciała?

Jaką Mszę szczególnie zapamiętałaś?
– Kiedyś graliśmy w Kanadzie. W kościele naprzeciwko ołtarza powieszony był duży zegar, by ksiądz kontrolował czas. Bo podobno, gdy trochę przedłużał, ludzie się denerwowali. Musiał więc odprawiać 45 minut i ani sekundy więcej. To było smutne, jakaś paranoja. Bardzo ciepło wspominam Mszę świętą na zakończenie spotkania młodych w Toronto. Porywającym przeżyciem były też dla mnie Msze w Taizé. Zdziwiłam się, bo tam prawie cały czas w kościele się siedzi. Dotknął mnie tam ogromny spokój i piękne śpiewy wprowadzające w liturgię. Bardzo ważne są dla mnie Eucharystie ostatnio, po wydaniu płyty „Naprawdę”. To dla mnie taki świeży powiew Ducha.

A często chodzisz na Mszę?
– Tak. Staram się służyć dzieciom na Mszach szkolnych. Gram i śpiewam. Ta czwartkowa Msza jest wpisana w mój grafik (śmiech). Zawsze jestem na Eucharystii we wtorki wieczorem i w środy rano. Wtedy Dominika służy w liturgicznej służbie dziewczęcej.

Twoja córka jest ministrantką?!
– Nie (śmiech). Dziewczyny śpiewają tylko psalmy i czytają modlitwę wiernych. Muszę wtedy zrywać się o szóstej rano. Ale nie żałuję. Gdy zaczynam dzień od Mszy, bardzo dobrze się czuję. Błogosławieństwo chodzi za mną przez cały dzień.