Jan Paweł II i lusterko sumienia

Magdalena Korzekwa

|

MGN 06/2005

publikacja 23.03.2012 08:21

Kwietniowy dzień dopiero się zaczynał. Siedziałam na łóżku i przeglądałam pamiętnik. Zawsze ze wzruszeniem i drżeniem rąk powracałam do wspomnień

Jan Paweł II i lusterko sumienia Magda spotkała się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II jako jedna z prowadzących telewizyjny program „Ziarno”

Niby przez przypadek znalazłam datę 4 listopada 2004 r. Po chwili zrozumiałam. Chciałam przypomnieć samej sobie – szesnastoletniej Magdzie – tamten niezapomniany dzień. Zapiski moich wspomnień znam na pamięć. Byłam pewna, że nic nowego w nich nie znajdę, jednak musiałam tam zajrzeć! Czwarty listopada 2004 roku. Ta data nie przeminęła. Trwa we mnie i pozostanie na zawsze. Tego dnia brałam udział w imieninach Jana Pawła II. Przypominałam sobie kolejno każdy szczegół tamtego spotkania. Jego błogosławiąca prawa dłoń spoczęła na mojej głowie wtedy, gdy całowałam lewą. Za chwilę patrzyłam Niezwykłemu Solenizantowi w oczy. Miały kolor głębi. Tylko tak potrafię nazwać barwę ziemskiego odbicia Miłości Kogoś, kto kocha bardziej niż inni.

Pod wpływem wspomnień zanurzyłam się w… moje sumienie. Wpatrywałam się w oczy Ojca Świętego jak w lusterko. Przypominało mi się całe moje szesnastoletnie życie. Zobaczyłam moje dotychczasowe wahania i wybory. Widziałam moje błędy i poczułam się zakłopotana. Ale dzięki temu zdałam sobie sprawę – przynajmniej częściowo – z moich pragnień, marzeń i aspiracji! To, co robiłam, było bilansem, jakimś zaskakującym „segregowaniem”. Z jednej strony czułam lęk, a z drugiej coraz większe wyciszenie. Po chwili niespodziewanie dołączyła radość! Byłam spokojna i pełna wdzięczności. Spojrzałam na telefon komórkowy. Otrzymałam esemes od Dominika: „Jesteś chyba ostatnią osobą, której On TAK pobłogosławił z tej strony istnienia”.

Zrozumiałam! To On, Jan Paweł II, obudził moje sumienie. On odsłonił ostateczne drogowskazy. W Jego oczach zobaczyłam Bożą prawość, szlachetne sumienie, zdolność podejmowania decyzji na zawsze i wytrwałości do końca. Wiem, że On nadal jest z nami, chociaż już z innej strony życia. Wiem, że tamta strona jest szczęśliwsza, ale mimo to czuję okropną pustkę. Ciągle powtarzam: „Nie lękaj się”, ale nie wiem nawet, czy czegoś się boję, czy czegoś żałuję, czy też może jest we mnie coś dotąd nieznanego, czego szukałam i czego potrzebowałam, by dorastać do Bożych marzeń? W czasie tamtego rzymskiego, listopadowego spotkania z Solenizantem najwięcej powiedziały mi Jego oczy. Jakże pragnę, żeby Jan Paweł II wiedział, ile dzięki Niemu dzisiaj zrozumiałam. Marzę jeszcze o jednym. Chcę wypełniać Boże marzenia wobec mnie tak długo, aż odbędę najbardziej niezwykłą podróż. Z życia do Życia.