6 maja 1527 roku to nie był dobry dzień dla Rzymu. Ani w ogóle dla nikogo. To był dzień wielkiego wstydu dla chrześcijan, którzy okazali się dla siebie gorsi, niż dzicy barbarzyńcy.
Gwardia Szwajcarska co roku przyjmuje około 30 rekrutów. 6 maja składa- ją przysięgę na wierność w służbie papieżowi i Kościołowi
fot. AGENCJA GAZETA / ARTURO MARI
Zaczęło się od wczesnego rana. Na mury od strony dzielnicy Borgo ruszyły z drabinami tysiące żołnierzy katolickiego cesarza Karola V. Atakowali z ogromnym zapałem, bo wiedzieli, że Rzym nie ma wielu obrońców, jest tam za to mnóstwo rzeczy do zrabowania. Rozległa się wściekła kanonada z dział i lżejszej broni. Do szturmu ruszyli niemieccy lancknechci, szczególnie zawzięci na papieża, bo niedawno porzucili katolicyzm dla nauk Marcina Lutra. Szturm obserwował Karol de Bourbon, dowódca wojsk cesarskich. Stał u podstawy muru, gdy nagle ugodziła go kula wystrzelona z arkebuza. Zmarł natychmiast. W bitewnym zgiełku mało kto się zorientował, że wojsko straciło dowódcę, więc walka trwała.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł