Odważne nastolatki

Przemysław Kucharczak

|

MGN 04/2005

publikacja 22.03.2012 09:35

Wiecie, jaką nazwę nosiło miasto Katowice 50 lat temu? Nie uwierzycie: Stalinogród.

To na cześć Stalina – jednego z największych zbrodniarzy, jakich wydała ludzkość. Ludzie byli wstrząśnięci, kiedy w 1953 roku władza wprowadziła tę nazwę. Ale komuniści wtrącali wtedy ludzi do więzień nawet za takie drobnostki, jak słuchanie zagranicznego radia. Więc nikt nie odważył się głośno zaprotestować. Nikt? A jednak ktoś się odważył! Nie byli to dorośli. Zaprotestowały trzy nastolatki: Natalka i Zosia, które miały po 16 lat, i 17-letnia Basia.

Odważne nastolatki   Dziewczyny przed aresztowaniem. Z lewej siedzi Basia Galas, obok niej Zosia Klimonda. Na osobnym zdjęciu Natalia Piekarska. REPRODUKCJE I ZDJĘCIE MAREK PIEKARA My im pokażemy
– W Katowicach zachłystywałam się kulturą. I nagle przychodzi wiadomość, że nasze ukochane Katowice to od dzisiaj Stalinogród – wspomina dzisiaj, po przeszło pół wieku, Natalia Piekarska-Poneta. Teraz ma już siwe włosy, ale nadal jest wesoła i żywiołowa jak nastolatka. Pani Natalia pamięta, jak wsiadła wtedy z koleżankami do tramwaju. – Proszę bilet do Katowic – powiedział ktoś. – Nie ma Katowic. Jest Stalinogród – odpowiedziała opryskliwie konduktorka. – Na oczach wszystkich nazwa Katowice była błyskawicznie zacierana – wspomina pani Natalia. – Uznałyśmy, że w tej sprawie nie można milczeć. Powiedziałyśmy sobie: „My im pokażemy”. Szalona odwaga Przyjaciółki zaczęły malować plakaty z napisami: „Precz ze Stalinogrodem” i „Precz z nauką Stalina”. Potem wymykały się nocą na ulice, żeby te plakaty rozklejać. Raz odważyły się na coś wręcz szalonego. Basia i Zosia stanęły na czatach, a Natalka, jak cień podbiegła do drzwi Urzędu Bezpieczeństwa (w skrócie: UB) w Chorzowie, gdzie „tajniacy” bili i torturowali niewinnych ludzi. Przybiła do nich plakat z protestem. – Widziałyśmy z daleka, jak ubecy odkryli ten plakat. Akurat wysiedli z czarnej wołgi. Zerwali plakat, wyglądali na wściekłych. Bardzo nas to ucieszyło – wspomina dzisiaj Natalia. Przyjaciółki rozrzucały też w tramwajach zrobione przez siebie ulotki. – Ludzie je brali, wkładali do kieszeni. A my wyskakiwałyśmy na następnym przystanku – opowiada Natalia. Rzucały ulotki nawet pod drzwi mieszkań funkcjonariuszy tajnej milicji albo kładły je pod serwetkami w stołówce, gdzie jedli.

Kto nas wodzi za nos?
Niestety, panowie z UB już je tropili. Zauważyli, że plakaty są malowane na papierze do pakowania zwykłą szkolną farbą kawowego koloru. Domyślili się: „A więc to ktoś bardzo młody wodzi nas za nos!”. Mijały kolejne dni, potem już półtorej tygodnia protestu trzech koleżanek. Tajniacy byli coraz bliżej… Przyjrzeli się ulotkom, które znajdowali. Zauważyli, że pochodzą z maszyny do pisania. Wiadomo, że każda drukarka komputerowa brudzi papier w niepowtarzalny sposób. Policyjni specjaliści potrafią udowodnić, z jakiej drukarki została wydrukowana dana kartka. Otóż, z maszynami do pisania jest trochę podobnie. Każda wybija litery troszkę inaczej. „Tajniacy” mieli wtedy na komendzie wzory czcionek maszyn do pisania z całego miasta. Pewnego dnia znaleźli tę właściwą. Maszynę do pisania z mieszkania Zosi. Wodą w twarz Trzy przyjaciółki trafiły do aresztu. Ubek, który aresztował Natalkę, wyglądał jak gestapowiec. Nawet utykał na jedną nogę. Tak bardzo uderzył Natalkę w twarz, że do dzisiaj coś boli ją czasem w lewym uchu. Tajniacy wciąż się zmieniali, a przesłuchanie trwało. Bili po głowie, szyi, ramionach, nogach. Kiedy dziewczyny zasypiały, budzili je chluśnięciem wody w twarz. Przesłuchanie 16-letniej Natalki trwało siedem dni i siedem nocy. Ubecy myśleli, że dziewczynami kierował ktoś dorosły. – Kto?! Kto?!! Kto?!!! – wydzierali się w czasie przesłuchań. Bo żeby uczennice same chciały obalać socjalizm? Takie młode? W ciasnych głowach tajniaków to się nie mieściło.

Odważne nastolatki   Panie Natalia Piekarska-Poneta i Barbara Nowakowska (zd. Galas) odbierają tytuł Honorowego Obywatela Katowic fot. Marek Piekara 16-latka i szczury
Natalka dostała raz w twarz zrolowanymi skryptami do nauki angielskiego, które tajna milicja znalazła w jej pokoju. – My ci wybijemy te angielskie! – groził ubek. W końcu zaprowadzili ją do karceru w piwnicy. Kazali rozebrać się do naga. – Odwiedzą cię szczury! – pożegnał ją ubek. W następnej sekundzie Natalka znalazła się w środku. Karcer był pełny śmierdzącej wody do kolan. Dziewczyna stała na podmurówce i trzymała się kraty. W końcu bezwładnie osunęła się do wody. – Kucałam w tej wodzie. Jak długo? Nie pamiętam. Byłam otępiała i nieprzytomna. W dokumentach napisali, że jedną dobę – wspomina pani Natalia. – O pobycie w karcerze raczej nie opowiadam, bo niektórzy myślą, że to niemożliwe, że fantazjuję. W tym czasie mama wszędzie szukała Natalki. – Nie! Nie ma tu takiej – ubecy powtarzali niewzruszenie. Pewnego dnia przyszedł jednak tajemniczy list ze słowami: „Niech pani nie płacze, ona żyje. Jest w więzieniu na Mikołowskiej. Proszę ten list zniszczyć”. Po strasznym śledztwie rozpoczęła się rozprawa sądowa. Przyszedł tłum młodzieży z liceum Natalii. W czasach braku odwagi, odwagę okazała młodzież. – Dziewczyny, trzymajcie się! Nie dajcie się! – wołali koledzy. A tajniacy robili zdjęcia tym, którzy najgłośniej krzyczeli... Sąd wydał wyrok: Basia – cztery lata więzienia, a nieletnie Zosia i Natalia – poprawczak.

Przebrana za chłopca
Natalka szybko uciekła z poprawczaka i przez prawie dwa lata ukrywała się przed milicją. O jej perypetiach można by nakręcić film sensacyjny. W 1954 roku Natalka zapisała się do szkoły pod własnym imieniem i nazwiskiem. Oczywiście, na drugim końcu Polski, bo tylko w ten sposób była szansa, że tajniacy jej nie znajdą. To była szkoła sportowa w Gdańsku Wrzeszczu. Żeby milicja nie złapała jej w pociągu, na czas podróży przebrała się za… chłopca. – Byłam dobra z wuefu. Wzięli mnie do szkolnego klubu „Zryw”. W 1954 i 1955 roku zdobyliśmy mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski młodzieży szkolnej w piłce ręcznej. Mój wspaniały trener, profesor Zieliński, czasami się denerwował, że nie chcę jeździć na zawody na południe Polski. Zawsze, kiedy mieliśmy jechać do Katowic, Opola, Bielska, udawałam, że jestem chora – wspomina pani Natalia. Nikt z nowych kolegów i nauczycieli nie wiedział o tajemnicy Natalki.

Wszystko na marne?
1 maja 1955 roku Natalka grała w siatkówkę przed internatem w Sopocie. Z daleka zobaczyła nadjeżdżający samochód. – Był czarny. Już takie znałam. Wiedziałam, że to po mnie – mówi. To byli ubecy. Zapytali, czy to ona jest uciekinierką, Natalią Piekarską. – Tak, to ja – odpowiedziała z godnością Natalka. Trener Zieliński i dyrektor szkoły bronili dziewczynę: „Zostawcie ją u nas choć do końca roku szkolnego!”. Jednak tajniacy nie reagowali. Wsadzili Natalkę do samochodu tak, jak stała. – Nie wzięłam nawet chusteczki z pokoju – wspomina. W pociągu przykuli ją do ławki i zawieźli na Śląsk. Wkrótce pociąg zatrzymał się na katowickim dworcu. Za oknem zatrzeszczał megafonon: „Tu stacja Stalinogród. Tu stacja Stalinogród”. Natalce wydawało się wtedy, że cała jej ofiara, jej protest, poszły na marne. Nazwa Stalinogród niewzruszenie trwała…

Nagroda za odwagę
Jednak już w następnym, 1956 roku, wszystko się zmieniło. Najpierw, w lutym, Natalkę wypuszczono z poprawczaka o podwyższonym rygorze. Potem, w październiku, Katowice odzyskały swoją nazwę. Ludzie zaczęli głośno mówić, że Stalin był zbrodniarzem. Osobiste modlitwy Natalii zostały wysłuchane. Spotkała dobrych, szlachetnych ludzi, którzy pomogli jej skończyć szkołę. Jedna z trzech przyjaciółek, Zosia, już nie żyje. W zeszłym roku miasto Katowice uhonorowało dwie pozostałe. Natalia Piekarska-Poneta przyjechała z Raciborza, gdzie teraz mieszka, a Basia Nowakowska z Konina. Błysnęły flesze fotoreporterów. Kobietom uroczyście wręczono symboliczne klucze do bram Katowic i przyznano honorowe obywatelstwo miasta. Za to, że w czasach strachu, broniły honoru.