Jestem zaskoczony, zdezorientowany, nawet zdruzgotany. Ale nie święty
Cóż takiego strasznego się stało? Po moim artykule sprzed miesiąca na moją głowę powinny spaść gromy. Zapowiedziałem w nim, że z wysokości mojego ponadtrzydziestoletniego ministranckiego doświadczenia będę pouczał, upominał i rozstawiał po kątach wszystkich ministrantów. Według mnie taka zapowiedź powinna wywołać powszechne ministranckie oburzenie. A tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Ani jednego, podkreślam – ani jednego głosu oburzenia. Przeciwnie, zamiast gromów otrzymałem listy z pochwałami. Niektóre możecie przeczytać na stronie www.malygosc.pl Zaczynają się od słów – o zgrozo – „Bardzo podobał mi się artykuł Buksa…”. Co więcej, pisali nie tylko ministranci, ale nawet organiści. Emilka Kochanowska z Sopotu rozpoczęła – jakżeby inaczej: „Bardzo podobał mi się artykuł.
Zdawałem sobie sprawę, że gdy zakładam mitrę lub podaję pastorał, to Ojciec Święty będzie reprezentował Boga. Będzie znakiem widzialnym Niewidzialnego”. Zauważyliście, ksiądz Konrad chodził do spowiedzi przed każdą uroczystością z udziałem Papieża. Nawet kilka razy w tygodniu. Dalej ksiądz Konrad tak opowiadał: „To był przedziwny czwartek. Wiedzieliśmy od kilku miesięcy, jak Ojciec Święty cierpi. Mnie i bp. Mariniego powiadomiono, żebyśmy przyszli do apartamentu. Ojciec Święty nas pobłogosławił. Nic nie mówił. Tak jak nigdy nic nie mówił, przygotowując się do sprawowania liturgii – do rozmowy z Bogiem. Ilekroć zamierzał rozmawiać z ludźmi, najpierw rozmawiał z Bogiem.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł