Indianie z białymi wygrywali jedynie w drobnych potyczkach.Tylko raz odnieśli całkowite zwycięstwo… i źle na tym wyszli
George Custer na krótko przed śmiercią
Było gorące popołudnie 25 czerwca 1876 roku. Nad wzgórzami Little Big Horn unosił się wielki tuman kurzu i niewiele można było dostrzec. Dało się za to usłyszeć gęstą strzelaninę. Strzały padały bezładnie, najpierw zlewając się niemal w jeden wielki huk, a potem coraz rzadziej i rzadziej. Po niespełna godzinie wszystko ucichło.
Bitwa nad Little Big Horn
mal. Harold von Schmidt
Zasłużony koniec
Rozsądny dowódca w tej sytuacji wycofałby się albo przynajmniej poczekał na nadejście reszty wojska. Ale Custer nie chciał się z nikim dzielić sławą zwycięzcy. Zrobił jeszcze głupszą rzecz: podzielił swoich 620 żołnierzy na cztery grupy. Trzy z nich miały zaatakować z różnych stron. Pierwszy rozkaz do ataku otrzymał major Reno. Około godziny 15.00 rozbrzmiał sygnał trąbki „do szarży”. 175 ludzi majora ruszyło galopem ku obozowi. Indianie byli kompletnie zaskoczeni. Choć wiedzieli o żołnierzach, do głowy im nie przyszło, że ktoś może być aż tak głupi, żeby ich atakować tak szczupłymi siłami. Po chwili z obozu wysypało się mrowie wojowników. Wszyscy aż rwali się do walki. Strzelali, czym kto miał, aż powietrze zrobiło się gęste od pocisków. Major, widząc na co się porwał, nakazał odwrót. Jego żołnierze jakimś cudem zdołali pokonać rzeczkę i dostać się na dogodne do obrony wzgórze, ale połowa z nich poległa.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł