Kościół? A co to takiego?

Walentyna Samsonowa

|

MGN 05/2006

publikacja 17.03.2012 01:00

Choć mam 14 lat, Pana Boga poznałam dopiero zimą 2000 roku – napisała w liście do „Małego Gościa” Walentyna Samsonowa. Wcześniej nie wiedziała, ani co to kościół, ani kto to ksiądz.

Kościół? A co to takiego? Każdego roku coraz więcej dzieci z parafii w Witebsku na Białorusi bierze udział w jasełkach fot. ARCHIWUM PARAFIALNE

Nazywam się Wala. Bardzo Was pozdrawiam w imieniu wszystkich dzieci z parafii Jezusa Miłosiernego w Witebsku na Białorusi. Nie czytamy „Małego Gościa”, ale dzięki Siostrom Służebniczkom NMP, które pracują w naszej parafii, co jakiś czas podczas katechezy albo w kościele otrzymujemy różne ciekawe rzeczy: różaniec na palec, ołówek, plan lekcji, długopis. Wszystko to, jak się dowiedzieliśmy, jest darem redakcji „Małego Gościa”. Bardzo za to dziękujemy, bo u nas takich rzeczy nie ma, a one są bardzo fajne i zawsze przypominają jakoś o Bogu. Herbatka u sióstr Choć mam 14 lat, Pana Boga poznałam dopiero zimą 2000 roku. Na dworze była wtedy piękna pogoda, lekki mróz, a śnieg tak puszysty, że łatwo było go lepić. Przed blokiem z koleżankami lepiłyśmy śniegowe postacie. Mojemu pieskowi zaczęło się nudzić, więc pobiegł w kierunku lasu. My za nim. Na leśnej drodze po raz pierwszy spotkałyśmy siostrę zakonną (wtedy nie wiedziałam, co to znaczy „zakonnica”). Była to siostra Nikola. Ona pierwsza nas zagadnęła. Rozmowa skończyła się herbatką u sióstr.

Po raz pierwszy, razem z młodszą siostrą Nataszą, byłyśmy w ich domu i w ich domowej kaplicy. Siostry – jak się okazało – podobnie jak my mieszkają w bloku, tyle że po drugiej stronie ulicy. Poznałyśmy jeszcze drugą siostrę – Damaris. Nie chciało nam się wracać do domu – tak było nam dobrze. Siostry zaproponowały, byśmy następnego dnia poszły z nimi do kościoła. – Do kościoła? Co to takiego? Jak wygląda? Może jak pałac? – wtedy jeszcze niczego nie znałam. Ktoś Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg świątyni. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie witrażowe, kolorowe okna. W środku było dużo ludzi. Z przodu stał człowiek w dziwnym ubraniu – teraz wiem, że to był ksiądz. Nad nim wisiały trzy obrazy. Wtedy nie wiedziałam, że na środkowym obrazie był Pan Jezus, a po bokach z jednej strony siostra Faustyna, a z drugiej Matka Boska Ostrobramska. Wszystko było dla mnie nowe, wszystko mnie ciekawiło, ale czułam się tam dobrze.

Zaczęłam przychodzić do sióstr na katechezę. Za każdym razem poznawałam coś nowego. Pan Bóg stawał się dla mnie Kimś. Kimś ważnym, Kimś bliskim, Kimś,  kto mnie kocha i Kogo ja pokochałam. Po dwóch i pół roku, w Wielką Sobotę 2004 roku, razem z moją siostrą Nataszą przyjęłyśmy chrzest w Kościele katolickim (na Białorusi większość to prawosławni). W tym samym roku przyjęłam też I Komunię Świętą. Tak bardzo pokochałam świętą siostrę Faustynę, tak byłam pod wrażeniem Pana Jezusa, który się jej objawiał i obietnic, jakie zostawił tym, którzy będą odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, że podczas chrztu świętego przyjęłam imię Faustyna. Chcę, by ona była moją orędowniczką z nieba. Dla mnie i Nataszy, która wtedy miała 8 lat, chrzest był ogromnym przeżyciem. Jeszcze bardziej chyba przeżywałam swoją I Komunię. Tak długo czekałam na tę chwilę, a teraz byłam razem z Jezusem. Od tego czasu systematycznie chodzę do kościoła, do spowiedzi i na katechezę. Rozpoczęłam przygotowanie do przyjęcia następnego sakramentu – bierzmowania.

Zimny kościół W zeszłym roku, kiedy siedzieliśmy przy stole wigilijnym, wspominaliśmy dzień narodzin każdego z nas. Zaczęliśmy od najstarszego, Loszy, który ma 24 lata, a skończyliśmy na najmłodszej, dwuletniej Nastii. Było o czym mówić, było co wspominać, bo jest nas jedenaścioro dzieci. Skoro zaczęłam o świętach Bożego Narodzenia, to chcę jeszcze wspomnieć, że każdego roku w naszym kościele razem z siostrą Nikolą przygotowujemy jasełka. Bierze w nich udział coraz więcej dzieci i młodzieży. Ostatnio grałam króla Melchiora (na zdjęciu z lewej strony w niebieskim kostiumie). Tegoroczne jasełka widział nawet nasz biskup Władysław Blin, który gościł w naszej parafii. Bardzo bym chciała, byśmy następne święta przeżywali już w nowym kościele, bo nasz tymczasowy, drewniany kościół jest zbyt mały, a zimą jest w nim bardzo, ale to bardzo zimno. Mimo to ludzie przychodzą. Gdy było –32° C, to mama młodszemu rodzeństwu nie pozwoliła iść do kościoła, bo bała się, że się rozchorują. Na tym kończę mój list i życzę wszystkiego dobrego, i udanych zbliżających się wakacji! My zaczynamy od 1 czerwca aż do końca sierpnia.