Silna Justyna

Gabriela Szulik

|

MGN 04/2006

publikacja 16.03.2012 21:56

Spojrzała w bok. Norweżki Kristin Steira nie było. To dobry znak. Wiedziała, że z Czeszką i Rosjanką już nie ma szans, a więc... będzie trzecia!

Silna Justyna fot. AGENCJA SE / EAST NEWS

Po zasłabnięciu na trasie w biegu na 10 kilometrów, mało kto wierzył, że Justyna Kowalczyk wywalczy jeszcze coś na olimpiadzie zimowej w Turynie. Kilka dni później, ku zaskoczeniu całej Polski, zdobyła brązowy medal.

Ranny ptaszek
Już następnego dnia po tym, jak zemdlała, mówiła dziennikarzom, uśmiechając się szeroko: „Czuję się znakomicie. Nic mi nie jest. Zaraz lecę na trening”. A trening zaczyna o piątej rano. Justyna jest znana z pracowitości. Nigdy sobie nie odpuszcza. Czasem tylko, gdy ma więcej czasu, leniuchuje w łóżku do szóstej. Zaczyna półtoragodzinnym rozruchem, potem śniadanie i trzygodzinny trening właściwy. Po obiedzie znowu dwie godziny treningu. Wieczorem kolacja i czas, który zostaje jest już tylko na zdrowy sen.

Blisko córki
Rodzinna Kasina Wielka bardzo przeżywała wszystkie starty Justyny. Na ten najważniejszy, na który wszyscy liczyli, przyjechali nawet do Turynu rodzice zawodniczki. Justyna była świetnie przygotowana, narty bez zarzutu, a jednak biegaczka czuła, że słabnie z minuty na minutę. Za wszelką cenę chciała jednak dobiec. To przecież był jej dystans, jej trasa. Nie rozumiała, co się dzieje. Jeszcze wjechała na górę, zaczęła zjeżdżać i... światło zgasło. Gdy się ocknęła, podobno najpierw zaczęła przepraszać rodziców i trenera. – Było mi strasznie smutno – opowiadała dziennikarzom. – Może rodzice mieli przejechać ten kawał Europy właśnie po to, by być blisko mnie w tym trudnym momencie?...

Ja wam jeszcze pokażę
Widocznie Justyna musiała upaść, by potem się podnieść – powiedział podobno tata Justyny Kowalczyk. Gdy w ostatnim starcie olimpijskim walczyła o medal, rodzice już w domu duchowo wspierali córkę razem z jej siostrami. Tak jak obiecywała po zasłabnięciu, nie odpuściła, nie rozczulała się nad sobą. Może to, że kiedyś posądzono ją o branie środków dopingujących, a potem niesłusznie ukarano, wzmocniło zawodniczkę. Wtedy podobnie, najpierw była załamana, bo nikt nawet nie sprawdził, że to, co było w jej organizmie, było środkiem przeciwzapalnym. Chyba dwie noce przepłakała, a potem wstała i zdecydowała: „Ja wam jeszcze pokażę!”.  I po wytrwałych treningach pokazała. Na zimowej olimpiadzie w Turynie wywalczyła brąz. – Jestem ogromnie szczęśliwa – mówiła w wywiadzie dla telewizji. – Nie spodziewałam się aż takiego sukcesu.