Wyśniona cerkiew

Gabriela Szulik

|

MGN 03/2006

publikacja 15.03.2012 14:22

Angelina dwa razy cudem uniknęła śmierci. - Może w Bułgarii mam jeszcze coś do zrobienia? - pomyślała

Nie wiadomo dlaczego, Angelinie Nikołczowej, bułgarskiej lekarce, przyszła do głowy myśl, by wybudować cerkiew w Zgorigradzie, rodzinnej wsi. Poszła do biskupa. – Najpierw się wyspowiadaj – usłyszała – zanim się za coś takiego zabierzesz.

Spowiedź po latach
Nikołczowa długo nie była w spowiedzi. Komuniści zabraniali chodzić do cerkwi, zwłaszcza tym, którzy chcieli zdobyć wykształcenie. Angelina studiowała medycynę. Gdy została lekarzem, wyjechała z Bułgarii. Pracowała w Belgii, potem w Stanach Zjednoczonych, w Libanie – wtedy to  tuż obok ich domu spadła iracka rakieta – ale zawsze coś ciągnęło ją do ojczyzny. W końcu zamieszkali z mężem w Sofii, stolicy Bułgarii. I teraz, po tylu latach, ta dziwna myśl o cerkwi nie dawała jej spokoju. Poszła, jak polecił biskup, do spowiedzi. Nie bardzo wiedziała, co mówić. Kiedy ostatni raz się spowiadała?...

Musisz przestać!
– Nie martw się – uspokajał ją stary mnich – pomyśl o każdym grzechu, który popełniłaś. Angelina powiedziała, że odkąd została lekarzem, zabija dzieci przed urodzeniem, gdy kobieta sobie tego życzy. – Wiem, że to grzech, ale taki mam zawód – tłumaczyła.  – Musisz przestać, i to od razu – ksiądz zareagował ostro. – Studiowałaś po to, żeby leczyć kobiety, żeby miały dzieci, a nie, żeby je zabijać. – Ale ja mam dyżury na oddziale, gdzie wykonuje się aborcje – próbowała protestować. – To zmień pracę. Będę prosić Boga, żeby ci w tym pomógł.

Pokłony za pokutę
W Bułgarii zabijanie dzieci nienarodzonych traktowane jest tak, jak usunięcie zęba. Angelina myślała podobnie. – Spróbuj sobie przypomnieć, ile dzieci zabiłaś – spowiednik chciał poruszyć serce lekarki – i w intencji każdego z nich złóż Bogu 150 pokłonów. – Ależ to niemożliwe – Nikołczowa posmutniała. – Było ich tyle, że nie zliczę. Po chwili sama zaproponowała, że do końca życia każdego dnia, podczas modlitwy, będzie w tej intencji robić 150 pokłonów. – Dobrze – zgodził się ksiądz – ale najważniejsze, żebyś obiecała Bogu, że przestaniesz zabijać nienarodzone dzieci. Niedługo potem Angelina dostała pracę w klinice, gdzie nie wykonuje się aborcji.

Jasny plac
Gdy przyjechała do Zgorigradu, okazało się, że naczelnik już dwa lata wcześniej zdecydował o budowie cerkwi we wsi. Nawet miejsce wyznaczył. Ciągle jednak coś stało na przeszkodzie i budowa dotąd nie ruszyła. – Dlaczego? Może to nie to miejsce? – zastanawiała się  Angelina. – I przypomniał jej się sen sprzed lat. Mieszkała jeszcze z mamą, kiedy przyśnił jej się plac we wsi. Cały zalany niezwykle jasnym światłem. Zobaczyła tam tatę. Już wtedy nie żył. „To jest miejsce dla ciebie” – powiedział. I wtedy jeszcze bardziej pojaśniało. – Kiedy spytałam mamę, dlaczego śniło mi się właśnie to miejsce – opowiada – odpowiedziała, że tam urodził się mój ojciec.

Cerkiew zamiast willi
Nikołczowa poszła w stronę miejsca ze snu. Było dobrze widoczne z mostu na rzece. Myślała o tym, jak uniknęła powodzi, bo zamiast do rodziców na wieś, pojechała na wycieczkę z koleżanką. Oparła się o barierkę i... zamarła. – Zobaczyłam to samo światło – wspomina. – Na co tak patrzysz? Chcesz sobie tu willę postawić? – zaczepił ją jakiś mężczyzna. Światło nie gasło. Angelina pobiegła do naczelnika: – Wiem, dlaczego nie możesz zbudować cerkwi. Bo nie w tym miejscu ma ona stanąć. Bóg pokazał mi właściwie miejsce. Wyciągnęli mapy. – Ależ tam miał stanąć dom opieki społecznej – powiedział naczelnik. – Przedtem poczta, a jeszcze wcześniej ośrodek zdrowia – wtrącił geodeta. Naczelnik popatrzył na Angelinę, skreślił trzy poprzednie wpisy i zrobił nowy: „Cerkiew”.

Fachowcy na zawołanie
Wiele razy wydawało się Angelinie, że to ponad jej siły. – Przecież nie od budowy jestem – mówiła czasem mężowi. – Jeśli my nie wybudujemy cerkwi, wszystko przepadnie – mąż dodawał otuchy Nikołczowej. – Nikt tego nie pociągnie, a to, co zrobiliśmy, rozkradną. Jeśli Bóg uzna, że kogoś potrzebujesz, to ci go przyśle. I rzeczywiście. Teraz, kiedy cerkiew jest już poświęcona, po siedmiu latach budowy, Angelina widzi to jeszcze wyraźniej. – Zawsze kiedy rodził się problem, pojawiali się ludzie, którzy akurat byli potrzebni: architekt, inżynier budowlany, hydraulik, elektryk – opowiada.

Prosto z nieba
Nikołczowa do dzisiaj, w każdy czwartek, staje przy jednej ze świątyń w Sofii, z małą skarbonką i rysunkiem cerkwi. Zbiera na dokończenie świątyni i... rozpoczyna kolejną budowę. W miejscu, gdzie naczelnik Zgorigradu planował postawić cerkiew, Angelina chce wybudować sierociniec. – Ludzie są życzliwi – opowiada. – Czasem ktoś nawet przyniesie krzesło. – Nigdy wcześniej nie myślałam, że zbuduję cerkiew – zamyśla się lekarka. – To wszystko przyszło kiedy byłam jeszcze daleko od Pana Boga. Nikt mnie do budowy nie namawiał. Ta myśl przyszła sama, prosto z nieba.