Mam problem z pójściem do spowiedzi. Boje się, że ksiądz po mojej spowiedzi będzie mnie uważał za kogoś gorszego. Jak pokonać strach? Mateusz ze Szczecina
Drogi Mateuszu
Ja też miałem takie problemy. W dodatku trwało to dobrych kilka lat. Zaczęło się tak. W którymś momencie uświadomiłem sobie, że parę lat wcześniej źle się spowiadałem, bo „owijałem w bawełnę”. Niby coś tam mówiłem, ale zawsze tak, żeby ksiądz się nie zorientował. Było mi strasznie wstyd powiedzieć, co robiłem. Nie wiedziałem, jakich użyć słów, myślałem, że ksiądz sobie o mnie źle pomyśli itd. – Jak ja mogę to powiedzieć, przecież wszyscy mają mnie za takiego grzecznego, ułożonego, a tu takie rzeczy – myślałem rozpaczliwie. I zaczęła się bezustanna rozmowa z samym sobą. – A może to nie grzech? – myślałem. – A może tylko lekki?
A może właściwie już się z niego wyspowiadałem, przecież coś tam mówiłem... – walczyłem. W konfesjonale czasami próbowałem jakoś rzecz rozwiązać, ale też mętnie. Mówiłem, że mam problemy z sumieniem, bo się spowiadam, a i tak czuję wyrzuty sumienia. Spowiednicy wtedy zwykle mnie pocieszali. Mówili, że to pewnie skrupuły, że mam żyć „do przodu”, a nie oglądać się wstecz. Ale nic mi to nie dawało. Najwyżej na chwilę, a potem było to samo, albo gorzej. Dzisiaj wiem, że to było tak, jakbym na bolący ząb brał tylko środki przeciwbólowe, podczas gdy należało wziąć się w garść i pójść do dentysty. Inaczej ząb coraz bardziej by się psuł, a zwłoka tylko pogarszałaby sprawę. Ale ja nie umiałem wziąć się w garść. I tak to się wlokło latami, psując mi smak życia.
Aż kiedyś znalazłem się na rekolekcjach oazowych. W ich programie jeden dzień jest poświęcony spowiedzi, tzw. dzień pojednania. Tego dnia, podczas obiadu, ksiądz powiedział, żeby nie było rozmów przy stole. W to miejsce miało być czytanie książki „Sny i wizje św. Jana Bosco”. I akurat mnie poprosił, żebym czytał. Więc czytałem. Święty Jan opisywał, jak podczas sennych widzeń zobaczył niektórych swoich wychowanków, którzy biegli prostą drogą do piekła. I widział ich grzechy, widział przyczyny tych grzechów.
Wiedział, że jeśli oni się nie nawrócą, czeka ich zguba. Podczas czytania mnie samemu włosy zaczynały stawać dęba. – To ja jestem jednym z tych chłopców. Jestem ciężkim grzesznikiem, a udaję niewiniątko. Co mi da udawanie przed ludźmi? Dokąd mnie to zaprowadzi? Potem poszliśmy do kościoła. Z przodu usiadło kilku księży. Najpierw wyspowiadali się nawzajem u siebie, a potem zaczęli słuchać spowiedzi oazowiczów. Ja siedziałem w ławce jak na szpilkach. – Pójdę! Tym razem pójdę! Teraz już, diable, mnie nie odwiedziesz od powiedzenia wszystkiego. Powiem! Powiem! Wydrę to z siebie, choćbym miał eksplodować. Nieważne, czy to było wyspowiadane, czy nie. Skoro miałem wątpliwości, to czemu tego nie powiedzieć? – myślałem coraz bardziej niecierpliwie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł