publikacja 06.03.2012 23:45
Sądy z sondy
George Weigel na dopingu
George Weigel
fot. ROMAN KOSZOWSKI
George Weigel zawsze broni wiary, Kościoła, Chrystusa. Często spadają za to na niego gromy. Skąd bierze odwagę? – Wzrastałem w bardzo katolickiej rodzinie – odpowiada – w której zawsze ważne miejsce zajmowała wiara. Msza, modlitwa, szkoła katolicka, to wszystko składało się na normalny rytm naszego życia. Mama uczyła nas modlitwy.
Dobrze pamiętam, że już jako mały chłopak chodziłem co niedzielę wcześnie rano na Mszę. Dzisiaj, mimo że podróżuje po całym świecie, nie zapomina o Mszy św. Kiedy ostatnio przez kilka dni był w Katowicach, w kościele na Mszy św. można go było zobaczyć nie tylko w niedzielę, ale także w piątek, sobotę i poniedziałek. – Nasza rodzina – mówi dalej – miała właściwie inny kalendarz. Nasze życie toczyło się innym rytmem. Na przykład w piątki nie piło się u nas nigdy alkoholu.
A Wielki Post przeżywaliśmy ostrzej niż inne rodziny. To wszystko nas wyróżniało. Ale jednocześnie nie czułem się przez to dziwakiem. Rodzice bardzo mnie dopingowali, zwłaszcza do nauki w szkole, do czytania książek. Ojciec był uczciwym człowiekiem, biznesmenem, który żył w zgodzie ze sobą i innymi ludźmi. Zmarł 3,5 roku temu. Moja mama żyje jeszcze, ma 94 lata. Zawsze była bardzo miła i uprzejma. Te cechy stały się i mnie bliskie. Moi rodzice mieli oczywiście wpływ na to, jak ja potem wychowywałem swoje dzieci. Myślę, że starałem się tak jak oni kochać i mieć czas dla dzieci.
Magda Frączek na dopingu
Magda Frączek
fot. HENRYK PRZONDZIONO
Profesor Bogdan Chazan na dopingu
Profesor Bogdan Chazan
fot. TOMASZ GOŁĄB
– Przyznam, nie było to proste – mówi dalej. – Ale wspierały mnie kobiety, moje pacjentki. One upewniały mnie, że to co robię, to jak myślę, jest słuszne. Kilka lat temu, kiedy profesor pracował w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, nie zgodził się na zabicie nienarodzonego dziecka z zespołem Downa. Za jakiś czas o to samo poprosiła inna kobieta, która nosiła dziecko z wadami wskazującymi na to, że dziecko umrze zaraz po urodzeniu. – Chciałem, by ta kobieta mogła swoje dziecko urodzić i potem je pożegnać – wspomina profesor. – Wydawało mi się, że to ważne dla niej, dla jej męża. No i za to wszystko zostałem ostatecznie usunięty z Instytutu. – Nie chcę robić z siebie bohatera – mówi – bo nikt mnie nie prześladował, choć przyznam, że było to dla mnie trudne i przykre. Mam tylko nadzieję, że mój przykład wzmocnił młodych lekarzy. – Skąd biorę siły?
– Z jednej strony to poczucie obowiązku. Takim motorem jest też to, że jest się potrzebnym, że kiedyś będzie dobrze wspominanym. Teraz tak sobie myślę, że można również wzmacniać siebie grzejąc się przy szczęściu innych. Bardzo ważna jest też świadomość, że bez woli Boga nic się nie dzieje, że życie jest dane przez Niego, a my tylko służymy życiu. Jesteśmy od tego, żeby życiu pomagać.
Broń Boże go odbierać. Bardzo ważna jest świadomość, że możemy podziwiać cud życia bez końca. Rodzicom zdarza się to raz, dwa, trzy, pięć razy w życiu. Ja spotykam się z tym wiele razy w ciągu dnia i zawsze ogarnia nas zdumienie na widok tego cudu. Widać w tym rękę Boga.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł