Na dopingu

MGN 07-08/2008

publikacja 06.03.2012 23:45

Sądy z sondy

George Weigel na dopingu

Magda Frączek na dopingu

Magda Frączek   Magda Frączek
fot. HENRYK PRZONDZIONO
Jest tegoroczną maturzystką. Ma 19 lat. Marzy o studiach, może nawet na dówch kierunkach: polonistyce i jazzie. Od dwóch lat śpiewa i tworzy piosenki w zespole „Love story”. Siedmioosobowy zespół śpiewa o czystej miłości, czyli o tym, co dotyczy każdego człowieka, a młodych szczególnie. O miłości trudnej, a nawet obcej dzisiejszemu światu. Kiedy zespół „Love story” przyjeżdża na koncerty zdarza się, że ludzie dziwią się albo są w szoku, że jest młodzież, która głośno i odważnie potrafi śpiewać o czystej miłości, ale zwykle dobrze ich przyjmują..

Jeden koncert był inny. Magda wyraźnie to czuła, a nawet widziała, że ludzie uśmiechają się ironicznie a nawet wybuchają głośnym śmiechem. – Najpierw mnie to trochę rozbiło – opowiada – ale potem zaczęłam prosić Ducha Świętego, żeby coś zrobił, bo nie mogę tak grać, że to strasznie trudne. I jakoś tak po chwili przyszły mi do głowy słowa Jezusa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni jesteście gdy prześladują was z Mego powodu...”. To było jak światło.

Jakby ktoś wyraźnie mi powiedział: „Słuchaj, Magda, przecież ty śpiewasz o Jezusie i nikt nie obiecał, że będzie ci łatwo”. Wierzę, że kiedy ktoś tak reaguje, że wchodzi w rozmowę, że się buntuje, to te wartości nie są mu całkiem obojętne. Może Duch Święty przez nasze piosenki dotyka czegoś, co jest dla niego problemem. Magda jest przekonana, że słowa nie wystarczą, że piosenki trzeba potwierdzać życiem, swoim postępowaniem.

– Dla mnie to też próba, wyzwanie, czy rzeczywiście da się żyć tak, jak śpiewamy – przyznaje. – To jak wyższa szkoła jazdy. Mogę powiedzieć, że zdałam egzamin dojrzałości, ale wiem, że najważniejszy egzamin, to co najtrudniejsze, jeszcze przede mną. Oczywiście to wcale mnie nie dobija – śmieje się Magda. – Wiem, że to będzie trudne, ale też jest piękne. I bez Jezusa się nie da...

Profesor Bogdan Chazan na dopingu

Profesor Bogdan Chazan   Profesor Bogdan Chazan
fot. TOMASZ GOŁĄB
Jest dyrektorem szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Szpitala, w którym codziennie przychodzi na świat 13, 14 dzieci. – Jednego dnia rodzi się tu niemal cała klasa – mówi profesor Chazan. – Różnej płci, ciekawi tego, co zobaczyli po opuszczeniu ciała mamy, na ogół zdrowi, natychmiast chętnie zabierają się do jedzenia. Cieszę się, że pracuję w miejscu, gdzie po dziewięciu miesiącach rodzice po raz pierwszy spotykają się ze swoim dzieckiem.  Dla profesora Chazana nie ma wątpliwości, że życie ludzkie zaczyna się w chwili poczęcia, czyli dziewięć miesięcy przed urodzeniem. – Życia trzeba bronić – podkreśla pan profesor – trzeba wyraźnie, według biblijnej zasady, określić swoją postawę: „Tak, tak. Nie, nie”.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.