Mędrzec Dyżurny 04/2008

MGN 04/2008

publikacja 05.03.2012 16:30

Drogi Mędrcze Dyżurny. Ostatnio zainteresowałam się sztuką i kulturą Wschodu i w związku z tym mam pytania: Co Kościół sądzi na temat jogi, karate, tai chi itp., jak również feng shui? Jakie jest stanowisko Kościoła wobec medycyny alternatywnej, zwłaszcza homeopatii oraz bioenergoterapii? Agnieszka

Mędrzec Dyżurny 04/2008

 

Droga Agnieszko. 
 
Co jest złego w kartonikach pokrytych farbą drukarską? – Nic złego. Ale karty tarota to przecież właśnie takie zadrukowane kartoniki. Tymczasem ludzie, którzy się nimi posługują, wpadają w diabelskie sidła. Mają potem problemy ze swoją psychiką, życie im się sypie i z powodu złych duchów przeżywają niewyobrażalne cierpienia. Więc co, kartoniki mają taką siłę? Nie. Nie w kartach problem, tylko w człowieku, który – zwłaszcza gdy jest ochrzczony – zamiast w Bogu, pomocy szuka gdzie indziej. Wyobraź sobie, że jesteś znakomitą lekarką. Badasz pacjenta, przepisujesz mu lekarstwa, określasz sposób ich przyjmowania. A pacjent zaraz potem idzie do baby-znachorki i pyta, czy lekarka aby się nie myli. Znachorka robi jakieś czary-mary i mówi: „Twoja choroba nie tam, gdzie ci lekarka powiedziała. Ona ci źle życzy. Te lekarstwa, co ci je przepisała, to tylko ci zaszkodzą. Żeby się wyleczyć, musisz trzy razy dziennie splunąć przez lewe ramię”.
 
Pacjent dostosowuje się do słów znachorki i dziennie pluje przez lewe ramię. Robi tak aż do dnia, gdy okaże się, że na leczenie za późno. Pytanie, czy plucie tak mu zaszkodziło? Nie. Zaszkodziła mu nieufność wobec ciebie jako lekarki. Gdyby mieszkał w dżungli i nie słyszał o żadnych lekarzach, wtedy korzystanie z pomocy znachorów czy innych szamanów nie byłoby jego winą. On nie wiedziałby, że można inaczej. Ale my, chrześcijanie, mamy takiego lekarza, przy którym wysiadają najlepsi specjaliści. To lekarz i obrońca, przewodnik i nauczyciel. Przy Nim nic nam nie grozi, a kto go słucha, ma zapewnione szczęście ponad wszelką miarę. Chodzi, oczywiście o Boga. Kto schroni się pod Jego opiekę, jest największym na świecie szczęściarzem. Ale jeśli ten szczęściarz zacznie łazić po innych „lekarzach”, pytać o drogi oznaczone zakazem wstępu i odda się w opiekę „ochroniarzy z cudzej firmy”, to jak to wygląda?
 
To jest grzech przeciw pierwszemu przykazaniu. Nie wolno nam mieć innych bogów obok Boga prawdziwego. Bóg nie toleruje żadnej konkurencji, ale nie dlatego, że nie lubi innych bogów, tylko dlatego, że oni nie istnieją. Istnieją za to złe duchy, które chętnie w roli konkurentów Pana Boga wystąpią. Ku naszej zgubie. Oczywiście one nigdy nie powiedzą, że są złymi duchami. One przemycają się do duszy za pomocą atrakcyjnych „gadżetów” – jakichś pierścieni atlantów, które mają „moc”, jakichś magicznych kul, które przepowiedzą przyszłość, jakichś wisiorków, które ochronią przed niebezpieczeństwem. Takie feng shui to dla nich wymarzony sposób zniewalania naiwnych. Robią to też za pomocą dziwacznych metod „medytacji” albo „leczenia” rodem z religii Wschodu. I znowu problem nie tyle w samych praktykach, ile w tym, że chrześcijanie zerkają na „bogów cudzych”. Jeśli ktoś trenuje karate tylko dla kondycji czy poznania sposobów obrony, to nic złego.
 
Gorzej, gdy dodaje do tego „filozofię” religii Wschodu. A to zwykle robi się przy jodze i podobnych ćwiczeniach. To nieraz działa. Ale to, co działa, wcale nie musi być dobre. Nawet nagłe ozdrowienie nie musi być dobre. Diabeł potrafi robić takie niby-uzdrowienia ciała, ale nigdy duszy. Przeciwnie, za konszachty z „nieznaną siłą” płaci się ciężką chorobą duszy i groźbą śmierci wiecznej. Jeśli coś taką siłą zalatuje, lepiej trzymać się od niej z daleka. Jeśli chodzi o bioenergoterapię czy homeopatię, to Kościół na razie oficjalnie się na ten temat nie wypowiedział, bo to są rzeczy stosunkowo nowe. Egzorcyści jednak co do bioenergoterapii nie mają wątpliwości, że jest to rzecz dla duszy ludzkiej niebezpieczna. Sporo osób, które do nich trafiają, miało wcześniej kontakty z praktykami bioenergoterapeutów. Lepiej więc dla wątpliwego zdrowia ciała nie ryzykować pewnego zdrowia duszy.