Marek Zając

Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny Hbr 4, 12

|

MGN 11/2010

publikacja 23.02.2012 21:20

Faryzeusz stanął i tak się w duszy modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. (Łk 18,11-12) Łk 18,9-14

Marek Zając Marek Zając
dziennikarz
fot. TVP/EAST NEWS/JAN BOGACZ

Kilka lat temu postanowiłem, że w Wielkim Poście będę codziennie przystępował do Komunii świętej. To zadanie niełatwe, gdy sporo się pracuje i wciąż jeździ po całym kraju. Ale nie dawałem za wygraną. Czasem będąc w jakimś obcym mieście, byłem święcie przekonany, że jest już za późno, że na pewno już się nie uda.

A tu nagle trafiałem na kościół, gdzie akurat trwała ostatnia Msza święta. Myślałem: wspiera mnie Opatrzność. Ale – powiedzmy sobie szczerze – przede wszystkim byłem z siebie dumny. Dumny, że tak mocno trwam w swoim postanowieniu. Na krótko przed Wielkim Tygodniem poszedłem do spowiedzi i przy okazji pochwaliłem się księdzu, jak świetnie sobie radzę. Spowiednik jednak nie był zachwycony. – Natychmiast zwalniam cię z obietnicy, którą złożyłeś Bogu – powiedział.

– Wiara to nie sport, to nie bicie rekordów. Panu Bogu nie jest potrzebna taka pokazówka. Nic dobrego z twoich przyrzeczeń nie wyjdzie. Muszę przyznać, że poczułem się dotknięty. Jak to? Ja się tak bardzo staram, a ksiądz nic z tego nie rozumie? Oczywiście nie zrezygnowałem z mego postanowienia – no i się udało, obietnicy dotrzymałem. Duma mnie wprost rozsadzała – w końcu udowodniłem Bogu, jak jestem Mu oddany, pokonałem wszystkie trudności.

A potem stało się coś, czego do dziś nie umiem wytłumaczyć. W niedzielę wielkanocną, w najważniejszy dzień roku liturgicznego, w ogóle… nie poszedłem do kościoła. Zaciąłem się – tym razem w złu. Nie chciałem iść, koniec i kropka. Dopiero następnego dnia przyszło opamiętanie. Co ja najlepszego zrobiłem?! A jednak spowiednik z kościoła pijarów w Krakowie miał rację. Nie wszystko święte, co na święte wygląda...