Ostatnie takie słowa

MGN 06/2010

publikacja 20.02.2012 12:05

Tym razem nasze sądy z sondy są inne. Bo wszystko po 10. kwietnia, po katastrofie samolotu prezydenckiego pod Katyniem jest inne. Niech jeszcze raz przemówią Ci, którzy w tym samolocie byli, którzy zawsze chętnie dla „Małego Gościa”, dla naszych Czytelników mówili o swoim życiu, o wierze, o wartościach, które były dla nich ważne.

+ KRYSTYNA BOCHENEK wicemarszałek Senatu RP, dziennikarka, pomysłodawczyni Ogólnopolskiego Dyktanda i Dyktanda dla czytelników „Bezbłędny Mały Gość”

Ostatnie takie słowa   fot. PAP/ANDRZEJ GRYGIEL MÓJ TATA
– Mój tata chciał mieć syna Krzysztofa, a urodziłam się ja, dlatego zostałam Krystyną. Mój tata – takie jest moje zdanie – był bardzo przystojny i elegancki. Do dziewiątego roku życia nie odstępowałam go na krok, ani on mnie. Najbardziej lubiłam jeździć z nim do pracy do Chorzowa. Tata był rzemieślnikiem. Obok jego miejsca pracy był sklep ze słodyczami. Każdego dnia po południu tata zabierał mnie do zakładu rzemieślniczego, wysupływał pieniądze, a ja kupowałam czekoladę „Danusię” i kolorowe kamyczki. Potem siadałam w kącie i odrabiałam lekcje. Do domu wracaliśmy po dziewiętnastej. Potem tata ciężko zachorował. Choroba trwała przez 30 lat, do końca życia. To jeszcze bardziej zbliżyło całą rodzinę do taty. I mama, i moja siostra, i ja, do końca życia byłyśmy przy tacie, choć pod koniec wymagał wielkiej troski. Tata zmarł w tym roku. Był najlepszym tatą świata.
Grudzień, 1998 r.

MOJE WIELKIE ZANIEDBANIE
– W dzieciństwie miałam fantastycznego dziadka. Mieszkaliśmy razem: dziadek, rodzice, moja siostra i ja. Dziadek był ostoją naszego domu, ogromnym autorytetem. Jako profesor ekonomii wychodził zwykle z domu wcześnie rano, wracał wieczorem. Był dla mnie kimś bardzo ważnym, choć nie doceniałam go, póki żył. Pamiętam, kilka razy prosił mnie, bym poszła z nim do kina. Już nie wiem, na jaki film, może „Krzyżacy”... A ja ciągle dziadka zbywałam. W końcu poszłam z jakimś chłopakiem, który mi się podobał. Myślałam: z dziadkiem pójdę potem, jeszcze zdążę. I nie zdążyłam.

Któregoś ranka dziadek wstał z łóżka i nagle, zupełnie niespodziewanie, przewrócił się. Nie chorował, był w pełni sił umysłowych i fizycznych. Miał 76 lat. Nie mogłam sobie darować, że tak dziadka zbywałam i w końcu nie zdążyłam pójść z nim do kina. Strasznie zapadło mi to w pamięć. Od tamtego czasu minęło 40 lat. Akurat wczoraj byłam w Katowicach przy grobie mojego dziadka i znów wróciło tamto wspomnienie, kiedy kilkakrotnie prosił mnie: „Krysiu, chodź ze mną do kina”. To było takie klasyczne zaniedbanie młodej, kilkunastoletniej dziewczyny: dziadek poczeka. Od tamtego czasu bardzo staram się nie zaniedbywać najbliższych, bo wobec nich przychodzi nam to zwykle najłatwiej. Marzec, 2008 r.

PEŁNE ZASKOCZENIE – Wciąż zaskakuje mnie niezwykła dobroć, jaka jest w ludziach. Ilekroć kierowałam do słuchaczy radia prośbę o pomoc dla potrzebujących, zawsze spotykałam się z wielką życzliwością. Wielkim zaskoczeniem jest też dla mnie to, że już od 22 lat nieprzerwanie zainteresowaniem cieszy się Ogólnopolskie Dyktando. To niesamowite, że mnóstwo młodych ludzi przemierza często całą Polskę ze słownikiem ortograficznym, żeby wziąć udział w tej klasówce.
Styczeń, 2010 r.

Ostatnie takie słowa   fot. PAP/MACIEJ CHMIEL + MACIEJ PŁAŻYŃSKI marszałek Sejmu RP w latach 1997–2001; poseł, senator i wicemarszałek Senatu

PREZENT DO MODLENIA
– Różaniec otrzymałem w czasie wizyty Ojca Świętego w Sejmie. Jest on dla mnie tym bardziej cenny, że w czasie tego spotkania byłem gospodarzem. Zostawiłem go sobie. Takich pamiątek nikomu się nie oddaje.
Październik, 1999 r.

ZNAK MOJEJ WIARY
– Wychowywałem się w małym miasteczku, a niedaleko mojego domu stał krzyż przydrożny. Pamiętam, że już jako czterolatek kreśliłem znak krzyża, przechodząc obok niego. Tak zostałem wychowany i to we mnie do dziś pozostało.

Dlatego gdy mij am kościół, zawsze kreślę ten znak na sobie. Ten znak codziennie mnie prowadzi. Często noszę też przy sobie różaniec.
Październik, 2009 r.