publikacja 16.01.2012 12:32
Nie ma sytuacji bez wyjścia. Bóg może i chce człowieka wyratować. Wystarczy wyciągnąć do Niego ręce i serce. – Jestem przekonany, że modlitwa może zmienić wszystko, może nas uratować przed nieszczęściem, jakim jest grzech – powiedział Tim Guénard, jeden z uratowanych przez Boga.
ks. Kazimierz Orzechowski
aktor
fot. Józef Wolny
ks. Kazimierz Orzechowski
aktor
Pamiętam taką dramatyczną sytuację: byłem bardzo ciężko chory na raka trzustki. Wylazłem jakoś z tego i żyję, ale wtedy bardzo cierpiałem. Otaczała mnie jakaś duchowa pustka, ciemność.
Przyszli znajomi aktorzy i klepią mnie po ramieniu: „Módl się Kaziu, trzymaj się, Pan Bóg Ci pomoże!”. Zdenerwowałem się: „Dajcie mi spokój! Nic mi już nie pomoże! Nie chcę waszej modlitwy! Ona nic nie zmieni! Mam już dosyć”.
Ja, kapłan katolicki, czułem, że schodzę do piekła, że otwierają się przede mną bramy otchłani. Spocony pomyślałem: Jezus, Maria, gdybym miał teraz umrzeć, to chyba moje sumienie skazałoby mnie na piekło. Bo to przecież nie Pan Bóg cię skarze, ale sam wybierasz! Leżę i czuję, że dotykam piekła.
I tylko resztką sił uchwyciłem się kurczowo Bożego miłosierdzia i krzyknąłem: „Jezu, ratuj!”. I w tej samej chwili poczułem, jak chwyta mnie Jego ręka. Natychmiast! Dziś wiem, że gdybym był w największym piekle życia, wystarczy krzyknąć: „Ratuj, Jezu!” i On mnie natychmiast wyciągnie.
Rafał Tichy
publicysta, redaktor pisma "44"
fot. JAKUB SZYMCZUK
Rafał Tichy
publicysta, redaktor pisma „44”
Byłem młodym wysportowanym człowiekiem. Studiowałem na uczelni katolickiej, czytałem mnóstwo książek, w tym św. Augustyna i Tomasza. Chodziłem i na imprezy, i do kościoła. W pewnym momencie tej sielanki choroba sprawiła, że w ciągu trzech tygodni schudłem 20 kilo. Koszmar. Wydawało mi się, że umrę. Wisiała nade mną śmierć. Cały świat mi się rozpadł. Poczułem się oszukany. Pamiętam, że szedłem ulicą i cały świat był czarny.
Przestały smakować książki, nie chciało mi się studiować, iść na imprezę, zakochiwać, bo może za miesiąc umrę. Miałem iść na uczelnię, ale w połowie Lasku Bielańskiego pomyślałem sobie: „Po co? Co to da?”. Błąkałem się po lesie, miałem nawet myśli samobójcze i w pewnym momencie wpadłem na znajomego księdza. Zacząłem się mu żalić.
Myślałem, że mnie poklepie po ramieniu. A on wypalił: „Rafał, powinieneś cieszyć się z tego stanu. To ważna chwila!”. Co za bezczelność! – pomyślałem. Czekałem na słowa pocieszenia, a on mówi: „To Twoja szansa!”. To spotkanie spowodowało, że poszedłem do kościoła. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem: „Jestem lekarzem, przychodzę do tych, którzy są chorzy”. Zrozumiałem. To znaczy: „Jest Zbawiciel! Jest ratunek!”. Uczepiłem się tych słów jak wariat.
Maciej Sikorski
agent nieruchomości
fot. ARCHIWUM MACIEJA SIKORSKIEGO
Maciej Sikorski
agent nieruchomości
Całe moje życie obracało się wokół filozofii New Age. Wyjechałem nawet do Wiednia, by lepiej poznać hawajską technikę medytacyjną. Upadałem coraz bardziej. Ale z czasem coś we mnie pękało. Zacząłem odczuwać ogromną bliskość Jezusa i pragnienie poznania Go. Na koncercie chrześcij ańskiej grupy Frühstück wokalista zaprosił do modlitwy wszystkich, którzy chcą przyjąć Jezusa jako Zbawiciela. Podszedłem do sceny.
Tim Guenard
farmer francuski
fot. JÓZEF WOLNY
Tom Guenard
farmer francuski
Miałem trzy lata, gdy mama wywiozła mnie poza miasto, przywiązała sznurem do słupa i odjechała. Byłem dla niej balastem w jej nowym życiu. Nie pocałowała mnie, nie pomachała na pożegnanie. Zapamiętałem tylko jej białe, znikające w oddali buty. Znaleziono mnie nad ranem przerażonego i zmarzniętego, i zawieziono do ojca. Dorastałem w nienawiści. Do matki, do ojca, który tak strasznie mnie pobił, że na trzy długie lata trafi łem do szpitala. Nie w yobrażałem sobie, bym mógł mu kiedyś przebaczyć. Byłem opętany przez nienawiść.
Paweł Bębenek
kompozytor muzyki liturgicznej, śpiewak, dyrygent
fot. ROMEK KOSZOWSKI
Paweł Bębenek
kompozytor muzyki liturgicznej, śpiewak, dyrygent
Spacerowałem z kumplem po mieście. Patrzymy, idą dwie ładne, sympatyczne dziewczyny. Podeszliśmy, zaczęliśmy rozmawiać. Od słowa do słowa, jakaś herbata, ciasto. Rozstaliśmy się, ale ja postanowiłem iść krok w krok za jedną z nich: Laurą. Patrzę, ona wchodzi do kościoła dominikanów. Wszedłem za nią. Trafiłem na Mszę. Zacząłem się zastanawiać: „O co chodzi? Dla Kogo to wszystko?”. Coraz częściej tu przychodziłem. Na początku ze względu na Laurę. Potem zacząłem śpiewać i związałem się ze scholą.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł