Giovanni Girolamo Savoldo „Tobiasz i anioł”, ok. 1540

Franek fałszerz

|

MGN 12/2011

publikacja 08.08.2024 13:27

Widzieliście kiedyś anioła bez skrzydeł? Nie widzieliście, aha. Czyli normalnie widzicie anioły ze skrzydłami?

Giovanni Girolamo Savoldo „Tobiasz i anioł”, ok. 1540 Giovanni Girolamo Savoldo (1480–1548) „Tobiasz i anioł”

No dobra, wiem, wiem. Gdybyście spotkali faceta ze skrzydłami, pomyślelibyście, że to uczestnik „happeningu”, albo że artysta z „instalacją” na plecach. Czyli w ogóle anioła nie widzieliście. Otóż to wcale nie jest takie pewne, bo z Biblii wiemy, że gdy aniołowie pokazywali się ludziom, zazwyczaj byli brani za człowieka. Tak było w przypadku archanioła Rafała, opisanego w księdze Tobiasza – i namalowanego na obrabianym tu obrazie. Archanioł towarzyszył młodemu Tobiaszowi w podróży, a Tobiasz tylko się dziwił, co to za świetny facet z nim idzie. Ale jednak facet – nie anioł. Skoro tak, to raczej wątpliwe, żeby miał skrzydła na plecach, bo w takim wypadku Tobiasz nabrałby co do niego podejrzeń. Giovanni Girolamo Savoldo, który namalował ten obraz, uznał jednak pewnie, że głupio by to wyglądało, żeby anioł – i to „archa”! – nie miał skrzydeł. No to mu namalował piękne skrzydła. I w ogóle pięknie go całego namalował – to jedno z najwspanialszych przedstawień anioła w malarstwie. Widać tu scenę z pierwszego noclegu, gdy Tobiasz wszedł do rzeki Tygrys. Wtedy zaatakowała go jakaś ryba i chciała mu odgryźć nogę (ryba też tygrys?). Rafał jednak polecił Tobiaszowi złapać tego stwora, wypatroszyć, a żółć, wątrobę i serce zachować. Jak się potem okazało, było to potrzebne, żeby uleczyć oślepłego ojca Tobiasza.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.