Dziś mija 85 lat od męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego.
– „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Od dzisiaj Kościół pragnie nazywać „świętym” człowieka, któremu dane było w sposób szczególnie dosłowny wypełnić powyższe słowa Odkupiciela – mówił papież Jan Paweł II, przewodnicząc Mszy św. kanonizacyjnej Maksymiliana Marii Kolbego.
Franciszkanin do obozu koncentracyjnego w Auschwitz trafił 28 maja 1941 roku. Przebywał w nim dwa miesiące, gdy doszło do ucieczki jednego z więźniów. W odwecie za to władze obozowe postanowiły skazać na śmierć głodową dziesięć osób z jego bloku. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek. Ojciec Kolbe – wiedząc, że mężczyzna ma żonę i dzieci – wyraził gotowość pójścia na śmierć w zamian za niego.
Moment ofiarowania się św. Maksymiliana za Franciszka Gajowniczka. Obraz Mieczysława Kościelniaka.
Fotoreprodukcja Henryk Przondziono /Foto Gość
Święty Maksymilian spędził dwa tygodnie w celi śmierci. Został zamordowany zastrzykiem fenolu (trucizny) 14 sierpnia 1941 roku. Na ten dzień właśnie zostało wyznaczone jego liturgiczne wspomnienie.
– Była w tej straszliwej po ludzku śmierci cała ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru; sam się dał na śmierć z miłości – mówił papież Polak, ogłaszając go świętym. – Było to zwycięstwo odniesione nad całym systemem pogardy i nienawiści człowieka i tego, co Boskie w człowieku – zwycięstwo podobne do tego, takie odniósł na Kalwarii Pan nasz Jezus Chrystus.
Maksymilian mocno wierzył, że to Pan Bóg przez Niepokalaną ma w naszym życiu ostatnie słowo, a nie zło. To obietnica, która płynie z Cudownego Medalika, na którym Maryja ukazana jest jako ta, która niszczy głowę węża, czyli diabła
– mówi ojciec Krzysztof Flis, franciszkanin.
Czym jest Cudowny Medalik? Dlaczego M.M. Kolbe zawsze miał ich przy sobie całą garść? Przeczytacie o tym tutaj: