nasze media MGN 10/2020

Agata Puścikowska

|

MGN 11/2009

dodane 20.10.2009 14:48

Chłopiec ze snu

Lubi majsterkować, oglądać kreskówki i jeździć na rowerze. Jest zwykłym siedmiolatkiem. No, prawie zwykłym...

Lepiej nie mówić Zigi, czy jakiś tam Muniek. On jest Zygmunt i wszystko. I chociaż jeszcze nie wie, że jego imię znaczy „ten, którego opieka zapewnia zwycięstwo”, to już wie, komu zawdzięcza opiekę.

Sercowa sprawa
Zastawki powinny porządnie zamykać komory serca. Gdy się nie domykają, krew niedotleniona miesza się z natlenioną. I powstaje sercowy problem. Początkowo niezauważalny, powoli niszczy siły. I może prowadzić do najgorszego. Dlatego pacjenci z chorą zastawką muszą chuchać, dmuchać, kontrolować. Jeśli kobieta ma bardzo chorą zastawkę, lekarze odradzają jej ciążę. Tak było z Marzeną. Gdy wyszła za mąż za Roberta, pani kardiolog zezwoliła Dereszom surowo: „Tylko jedno dziecko! Ale to i tak ryzyko”. Urodziła się Melania. Z dzieckiem i mamą wszystko było do-brze. Marzena i Robert Dereszowie ukrywali tęsknotę, spoglądając na rodziny z kilkorgiem dzieci, ale o rodzeństwie dla małej nawet nie myśleli. Melania rosła. A serce mamy nadspodziewanie dobrze dawało radę. Po pięciu latach lekarz pozwolił na drugie dziecko. Dziewięć miesięcy później cieszyli się z urodzenia Krysi. Czułam, jakbym do-stała niesamowity bonus z góry – wspomina Marzena.

Zastawka
Melania chodziła już do szkoły. Krysia do przedszkola sióstr Rodziny Maryi na Żelaznej w Warszawie. Rodzice pracowali. – Wszystko się układało. Czułam się dość dobrze – opowiada Marzena. Ale po kontrolnej wizycie u kardiologa, lekarz oglądał wyniki, oglądał... – Niech pani pozałatwia spraw y, będziemy mieli operację. – No wiem – odpowiedziała spokojnie Marzena. Wiedziała przecież, że operacja na zastawkę czeka ją za kilkanaście lat. – Proszę pani, ja już na oddział dzwonię! Czekamy na pierwszy możliwy termin! Wstawienie sztucznej zastawki nie jest operacją bardzo skomplikowaną. Ale ciąża jest niebezpieczna dla mamy i dla dziecka, bo po operacji trzeba przyjmować leki rozrzedzające krew. Lekarze zaproponowali więc Marzenie wstawienie zastawki naturalnej, pobranej z jej własnego płuca. Operacja jest dłuższa, bardziej skomplikowana. Ale potem żyje się lepiej niż po tradycyjnym zabiegu. – Zdecydowałam, że zaryzykuję. Nie planowałam dziecka, ale przecież niezbadane są wyroki...

Wkracza Feliński
Tuż przed operacją Marzena poprosiła siostry w przedszkolu, żeby bardziej miały na oku Krysię. Mąż jest odpowiedzialny, ale kobieco-zakonna ręka mile widziana. Siostry podniosły modlitewny rwetes: „Operacja? Poważna? To modlitwa potrzebna!”. Zapowiedziały nowennę do bł. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Marzena poczuła się... dziwnie. Pochodziła z domu, w którym święci byli raczej na obrazku, a nie w życiu. A poza tym, wokół jest przecież mnóstwo ludzi naprawdę potrzebujących modlitwy. Po co Bogu, czy temu Felińskiemu głowę zawracać? Siostry dały Marzenie na salę operacyjną relikwie błogosławionego. Lekarze prawie dziewięć godzin dłubali przy sercu, a siostry modliły się za jego wstawiennictwem. – Obudziłam się dość szybko i czułam się świetnie. W ciągu dwóch tygodni byłam w domu i niemal od razu wróciłam do normalnego życia – wspomina Marzena. – Niedługo potem pani doktor po obejrzeniu wyników Marzeny, zaczęła się śmiać: – No, to teraz to może pani mieć jeszcze dziecko! – To już był życiowy hard core – mówi Marzena i dodaje: – Wszystko dzięki Felińskiemu, bez dwóch zdań! Miała prawie czterdzieści lat, gdy zaszła w trzecią ciążę. I była pierwszą kobietą w Polsce, która zdecydowała się na dziecko po operacji przeszczepienia zastawki z płuca do serca.

Wyśnione dziecko
Byłam w trzecim miesiącu, gdy miałam dziwny sen: taki nierealny i jednocześnie bardzo... prawdziwy – Marzenie wilgotnieją oczy i zaczyna drżeć głos. – Na pięknej starej kanapie siedział mężczyzna. Miał około czterdziestki, ubrany był na ciemno. Obok siedział mały chłopiec. Chłopiec wydał mi się taki... mój. Bąk machał nogami, śmiał się. Mężczyzna pochylony nad nim patrzył uważnie. A gdy dziecko chciało odejść z kanapy, przytrzymał je za rękę, uśmiechnął się i powiedział: – Jeszcze nie teraz... Marzena wiedziała, że chłopiec ze snu to jej dziecko. Ale kim był mężczyzna? Szukała w starych rodzinnych zdjęciach. Na próżno. – Jakiś czas później przeglądałam książkę o bł. Felińskim. To był on! Dlaczego wcześniej go nie rozpoznałam? Bo na obrazach, do których jesteśmy przyzwyczajeni, jest w stroju arcybiskupim. Wygląda nieco inaczej niż na starych zdjęciach i w... moim śnie.

Boży humor o poranku
Dereszowie postanowili, że mały będzie nosić dwa imiona: Zygmunt Szczęsny. Miał się urodzić 13 grudnia. Już w listopadzie szpital był wybrany, wszystko przygotowane. Modlitewne pogotowie zakonne cały czas działało. – Rano, dwudziestego listopada, obudziłam się z delikatnymi bólami krzyża – wspomina Marzena. – Ponieważ ból nie ustawał, zaczęłam się szykować na wizytę u położnej. Chwilę potem wiedziała: rodzi! Teraz. W tym samym momencie w drugim pokoju obudziła się najstarsza córka. Wyskoczyła z pokoju z okrzykiem: „Mamo, śnił mi się Zygmuś! Powiedział, że się rodzi. Teraz!”. Telefon na pogotowie. – Moja żona rodzi. – Co ile skurcze?. – Jakie skurcze. Rodzę i koniec. Zamknęli się w pokoju. Minuty stresu: a co będzie, jeśli dziecko będzie chore? Jeśli nie będzie oddychać? Błogosławiony Zygmuncie, ratuj! Zygmuś urodził się sam. Ważył trzy kilo. Okaz zdrowia. Dopiero wtedy pojechali do szpitala. – Pan Bóg ma poczucie humoru – śmieje się Marzena. – Tyle było planowania. Gdzie rodzić, jak rodzić? A ja... urodziłam w domu.

Szczęśliwy
Co oznacza imię Szczęsny? – No, szczęśliwy chyba – odpowiada Zygmunt. – Będziesz księdzem? – to pytanie często mu zadają. Nie przepada za nim. Kiedyś zapytany o to przez znajomego księdza, prosto do kościelnego mikrofonu wypalił: „Nie! Policjantem będę!”. Bo Zygmunt jest zwykłym siedmiolatkiem, który lubi majsterkować i jeździć na rowerze. Ale kiedy pada pytanie o Zygmunta Felińskiego odpowiada niezwykle poważnie: „Wiem, kto to był. Jadę na jego kanonizację do Rzymu, bo to mój patron. Może nawet spotkam się z Benedyktem XVI?”... W kaplicy sióstr, na Żytniej, przy obrazie abp. Zygmunta wisi wotum, czyli podziękowanie Dereszów i Zygmusia. Na srebrnym sercu napis: „Dzięki Tobie będą dwa serca”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione